top of page

A czas leci


Zespół w Ulysses w inscenizacji Elevator Repair Service. Zdj. Joan Marcus
Zespół w Ulysses w inscenizacji Elevator Repair Service. Zdj. Joan Marcus

 

Ambitna grupa Elevator Repair Service raz jeszcze podjęła zadanie, które wydaje się niemożliwe do wykonania. Ogólne zasady działania ERS wytyczają ich podejście do kształtowania przedstawienia: szacunek dla tekstu. Swoboda wyobraźni kierująca inscenizacją. Precyzyjne opracowanie każdego szczegółu. Intensywna praca zespołowa, gdzie każdy aktor może zajaśnieć swoim talentem, lecz wszystko razem składa się, by najjaśniej zaistniał tekst.  W zeszłym roku świetny Gatz odtworzył powieść Scott Fitzgeralda Great Gatsby. Odczytana w całości, ożywiona gestem i fantazyjnie dobranym rekwizytem, powieść nabrała nowego wigoru i powagi. Wyciszone zakończenie przesunęło uwagę z wygórowanej ambicji i arogancji sukcesu ku refleksji nad życiowym rozczarowaniem. Gatz stał się elegijnym pożegnaniem z marzeniem o miłości.

 

Tym razem zespół jeszcze wyżej przesunął poprzeczkę: odczytać na scenie Ulyssesa Jamesa Joyce’a. Powieść irlandzkiego modernisty słynnie z wielowarstwowej zawiłości. Językowo zagmatwana, co do przedstawianych faktów jest niejasna, za to bogata w sugestie i możliwości. Rzecz zamyka się w ramach jednego dnia: czwartek 16 czerwca 1906 roku. Towarzyszymy wędrówkom młodego Stephena Dedalusa od ósmej rano ku głębi nocy. (Rocznica jest dorocznie celebrowana przez entuzjastów Joyce’a jako Bloomsday). W tym wąskim przedziale czasu mieści się całe uniwersum życia: realistycznie przeżywane, pulsujące w domach, knajpach i zakamarkach uliczek Dublina. I to wyobrażane, dręczące, niejasne, tęskne, wymykające się z rygorów linearnie wymierzanego czasu – ciężar sumienia, pożądania ciała, pragnienia duszy.

 

Krzyżują się ścieżki Dedalusa, młodego Telemacha, i Leopolda Blooma, w jednej osobie Odyseusza, greckiego wędrowca, i Żyda, Wiecznego Tułacza. Dręczy Stephena poczucie winy wobec matki, niewyraźne widmo ojca. Pojawia się Molly, żona Blooma – niewierna, a jednak po swojemu kochająca, irlandzka Penelopa. Przewijają inne niezliczone postacie, wyraziste w swym indywidualnym bycie i bezimienne: Buck Mulligan, student medycyny, współlokator i antagonista Stephena, nonszalancko podchodzący do wszystkich świętości. Doktór Punch Costello, uważny wobec pacjenta a jednocześnie swobodnie szafujący obraźliwym antysemickim słowem. Gerty McDowell, piękna w niebieskim kapeluszu, pożądana, która przy blasku fajerwerków pozwala Bloomowi dojrzeć kawałek obnażonej nogi, przyśpieszając kulminacyjny moment jego masturbacji. Pani Breece, jedna z przelotnych miłostek Blooma.  Blazes Boylan, businessman popularny w Dublinie i satyr, który wymknął się z greckiego zagajnika. Russell, poeta i krytyk. Dziennikarzyna Lenehan. Rudobrody marynarz. Nacjonalistyczny obywatel. Kot…

 

Jak ogarnąć tą wielość postaci dopominających się o szansę zaistnienia? Skondensować 800 stron gęstego tekstu, by zmieścić się w trzech godzinach przedstawienia? Wybrać poszczególne wątki, a jednak zachować wierność oryginalnemu tekstowi? W konfrontacji z tym wyzwaniem pomaga sprytny chwyt, który zaznacza skróty.  Na wstępie Scott Shepherd, w roli komentatora, uprzedza:

 

Bądźcie gotowi. Jak powiedział pewien krytyk, niewiele się dzieje w Ulyssesie, poza tym wszystkim co możemy sobie wyobrazić… Joyce podobno przyznał, że wpakował do tekstu tyle enigmatów i zagadek, by profesorowie mogli się spierać przez wieki, co on chciał przez to powiedzieć, i w ten sposób zagwarantował sobie nieśmiertelność. Jak wiele innych rzeczy, które mówił, to był żart, ale jednak też i nie żart, bo przecież oto tu jesteśmy, ponad 100 lat później, i nadal profesorowie mają o co się spierać. 

 

Lecz Ulysses jest nie tylko dla profesorów. I jak to określił inny krytyk, każda poszczególna interpretacja Ulyssesa jest mylną interpretacją. W tym właśnie duchu, a także by podtrzymać spory i kontrowersje, do których sam Joyce najwyraźniej od początku zachęcał, proponujemy przeczytanie tej książki dzisiaj. Cały tekst rozwija się na ekranach zawieszonych z tyłu sali. Wobec ograniczeń czasowych jednak, tekst odczytywany na scenie musimy od czasu do czasu przewinąć szybko do przodu.

 

Za naszymi plecami więc wyświetla się tekst i mknie szybko linijka po linijce. Przed nami zegar wskazuje 8 rano. Shephred przekazuje słowo siedzącym wokół stołu aktorom. Rozpoczyna lekturę Stephanie Weeks jako narrator. Włączają się głosy Mulligana (Scott Shepherd) i Stephena (Christopher-Rashee Stevenson). Każde cięcie tekstu Ben Williams, odpowiedzialny za dźwięk, zaznacza minimalnym, ale wyraźnym wstrząsem-zgrzytem. Cięć-wstrząsów jest dużo, więc w obietnicy „przeczytania całego Ulyssesa” jest sporo hiperboli.  Z 265,000 słów tekstu Joyce’a, słyszymy około 20,000 tysięcy. Ale to co słyszymy, jest wyraziste i płynne, wciąga nas w sieć wieloznaczeń, unosi poetyckimi rytmami. Raz jeszcze ERS pokazuje, że z inwencją, zgraną trupą i wspaniałym tekstem niemożliwe staje się możliwe.

 

Na scenie przed nami wskazówki zegara przeskakują kwadranse. 9 rano: Stephen odbiera zapłatę w szkole, gdzie uczy. Pan Deasy (Vin Knight) starannie odlicza monety. Stephen, zażenowany, chowa skromny zarobek do kieszeni. Rozmowa zahacza o politykę. Ah, oto rozbrzmiewa jeden ze słynnych cytatów, gdy Stephen mówi: „Historia to nocny koszmar, z którego staram się obudzić” …

 

Porządek na scenie szybko zaczyna się burzyć. Geometria przestrzeni łamie i rozprasza. Już nie ma stołu. Słowo krąży od narratora do narratora. Przyśpiesza. Każdy z aktorów wciela się w różne role. Zagarnia naszą uwagę Leopold Bloom (świetny Vin Knight). Choć wskazówki zegara z odmierzają czas w żelaznym rygorze, akcja rozciąga się i zagęszcza, w godzinach nocnych rozpływa w majakach.

 

Dialogi Joyce’a toczą się głównie w męskim towarzystwie. Monologi Leopolda i Stephena rozwijają spirale męskich wątpliwości i pożądań, męskich konfrontacji z sobą i ze światem. Ale końcowy, tryumfalny monolog przynależy do Molly (wspaniała Maggie Hoffman). Genialne rozegranie tej sceny podnosi rangę całego przedstawienia. Najpierw głos Molly porywa nas wyrazistością wspomnień o pierwszym miłosnym pocałunku, o obudzeniu pożądania, o podziwie magicznej siły słów. W zamykającej kodzie w jej strumień świadomości włączają się – pojedynczo, minimalnie – głosy innych aktorów, innych postaci. Indywidualna świadomość przemienia się w rodzaj zbiorowego wyznania, jak wielkie są obszary niewiedzy o drugiej osobie, jak rozległa tajemnica każdego człowieka. Tak. Cichy chór punktuje wyznania Molly. To afirmacja zachwytu górskim kwiatem wpiętym we włosy. Serca bijącego szaleńczo. Gotowości skoku w miłość. Tak.

 

Stephanie weeks. Scott Shepherd & Dee SBeasneal.

Vin Knight, Kate Benson & Sam Shepherd


Christopher-Rashee Stevenson

Maggie Hoffman.  Zdjęcia Joan Marcus

 

**

 

Z Australii przybył do Nowego Jorku kolektyw sympatycznych artystów Pony Cam. Ich interaktywne przedstawienie Burn Paradise podśmiewa się z dzikich rytmów dzisiejszego życia, ciągłego pośpiechu, kultu wielozadaniowości.

 

Standardowe maszyny do biegania wyznaczają sfery działań: zadbanie o przetrwanie; walka o finanse; popisy artystyczne; chwila odpoczynku. Czterech aktorów-wyczynowców: Claire Bird, William Strom, Dominic Weintraub i Hugo Williams, przechodzi ze stanowiska na stanowisko, po kolei wykonując przynależne tam zadania, jednocześnie biegnąc na ruchomej taśmie. Piąty członek zespołu, Amy Cambell, czuwa nad całością, ze stoperem w ręku, bowiem dodatkowym wyzwaniem jest, jak w Ulissesie, czas wymierzany cykającym zegarem. Jeżeli nie uda się wykonać wszystkich czynności w określonym czasie, publiczność ma prawo żądać zwrotu za koszt biletów. Cambell informuje nas, że dotychczas Pony Cam miało 125 występów, z tego 76 zakończyło się niepełnym sukcesem. Niezbyt to huczny balans.

 

Na stanowisku „Survival” aktorzy przygotowują posiłek do spożycia przez ochotników zaproszonych z sali: kluseczki własnej roboty, pomidorowy sos, sałata. „Admin.” wymaga napisania i udokumentowania podania o dotacje, w konsultacji z chętnymi do porad głosami publiczności. „Performance” pozwala na indywidualne popisy: Claire na przykład odtwarza folklorystyczny taniec, z którego dawno temu była znana. Musi się wcisnąć w stroik błyskający cekinami, zsynchronizować ruchy z wyświetlanym video dokumentującym jej występy w dzieciństwie. „Leisure” – posterunek „wolnego czasu” – paradoksalnie wymaga najintensywniejszej działalności. Trzeba tu zadbać o siebie, odrobić multum polecanych form rekreacji, spełnić kaprysy podrzucane z sali: umyć włosy, ogolić się, poćwiczyć żonglęrkę, pomedytować, upolować dziką kaczkę, urządzić urodzinowe celebracje, zagrać w koszykówkę… Cały czas w biegu.

 

Wszystko razem składa się na eklektyczne nieprawdopodobieństwo, coś ze sportowych zawodów i ostrej satyry, z młodzieżowych wygłupów i ambitnego happeningu. Podziwu godna jest łatwość z jaką grupa nawiązuje kontakt z publicznością. Od samego początku przedstawienie przebiega w ciągłym ping pongu między artystami a widzami. Natychmiast zgłaszają się ochotnicy, by wdrapać się na podium, obserwować akcję z bliska i czekać na przygotowywany posiłek. Ktoś wskakuje na scenę, by podać nóż Dominikowi, który właśnie zabiera się do siekania szczypiorku. Hugo pyta o sugestię, jakie miejsca byłoby odpowiednie na następne występy, by je wyszczególnić w podaniu o dotacje. Amy kręci się jak fryga, dolewa wina wybrańcom czekającym na obiad, roznosi szklanice napitku po sali, przypomina o upływającym czasie, dopinguje publiczność… Wszyscy dopingują biegaczy, jakby ta wygrana z czasem stała się wspólną sprawą. W kaskadach śmiechu.

 

Precyzyjnie zorganizowany chaos. Samo życie. Nikt nie ma prawa żądać zwrotu pieniędzy.

 

Kolektyw Pony Cam, Ava Campbell z mikrofonem, w Burnout Paradise

William Strom & Dominic Weintraub


Dominic Weintraub, Claire Bird, Hugo Williams & William Strom.     

Zespół.

Zdjęcia Austin Ruffer

 

**

 

Theodora Skipitares, amerykańska artystka greckiego pochodzenia, już od wielu lat eksperymentuje z narracją przy użyciu lalek. „Lalki – deklaruje – są niewinnymi istotami zdolnymi do powiedzenia prawdy w przekonywujący sposób. Dlatego zawsze je używam, by przekazać ważne opowieści o amerykańskiej historii, genetyce, medycynie, więziennictwie, pożywieniu i głodzie, rasizmie”.  Jej nowe przedstawienie Footnotes jest multi-medialną eksploracją na temat „chodzenia”.

 

Rzecz zaczyna się nieco przesadną nutą przygotowań do przygody, że mamy się przemieszać z miejsca na miejsce, najpierw tu, potem tam itd. Skipitares rzeczywiście używa kilka części przestronnej sali w La MaMa, ale obracamy się raczej niż przemieszczamy i w sumie niewiele z tego naszego chodzenia wynika. Pozwala to jednak, by lalkarze mogli sprawnie tu rozwiesić ekran, tam ustawić rekwizyty, a tam mieć już gotową nową konfigurację sceny. Pomaga to utrzymać w miarę zgrabny rytm przedstawienia, na które składa się multum odrębnych scen tworzonych przy pomocy różnego rodzaju lalek.

Wita nas hałas i pohukiwania. Przyświadczamy niezdarnym próbom małpo-człowieka powstania z czterech łap, stanięcia na nogi. Unosi się i pada, klekoce i stęka. Przedczłowiekowi wreszcie udaje się wznieść do pionu. Stoi. Gotów ruszyć w świat. Rozpoczyna się – sugeruje solidna, żelazno-drewniana konstrukcja pośrodku sali – historia ludzkości, przeróżne formy i przeróżne cele chodzenia.

 

Jak to z historią bywa, wszystko w niej jest zawarte i wszystko z jej wielkiego wora można wyciągnąć, gdy się poszuka. Skipitares sięga po materiał szeroko i swobodnie. Odnosi się do mitów greckich o Minotaurze w labiryncie i o Orfeuszu w wędrówce do Hadesu. Przypomina dawnych filozofów (Arystoteles, przecież, i Sokrates uczyli mądrości spacerując) i tych bliższych naszym czasom; Nietzche wychwalał stopę jako świadka czujnego skupienia, przynaglając by zwrócić uwagę, kiedy czytamy, czy stopa „nie strzyże uszami, bo stopa przecież słucha”.  Książka Rebeki Solnit Wanderlust daje inspiracje do paru scen przedstawiających pielgrzymów: „Chodzenie zaczęło się w Afryce, jest częścią procesu ewolucji i konieczności, i rozpowszechniło się wszędzie, zwykle poszukując czegoś. Pielgrzymka jest jedną z podstawowych form chodzenia, to chodzenie w poszukiwaniu czegoś niematerialnego i niepojętego.”

 

Rzecz nie bardzo się składa w jakąś głębszą całość, ale każdy fragment oferuje nam coś szczególnego: niespodziankę wizualną, ciekawy cytat, poetyckie piękno, moment refleksji. Świetna muzyka Sxipa Shireya, pełna inwencji i zaskoczeń, wykonywana na żywo przez kompozytora, Anthime Millera i Saudia Young, łączy oderwane sceny w kalejdoskop zmieniających się obrazów i magicznych dźwięków.

 

Taniec stopy (Jane Catherine Shaw, lalkarz)

Św. Bona z Pizy (Zlata Godunova, lalkarz)

Zdjęcia Richard Termine

 

**


I jeszcze słowo o miłej reinkarnacji dawnego hitu, ładnie pasującego na przedwiośnie. Dawno dawno temu z improwizatorskich występów The Farm, nowojorskiej trupy komików, narodziła się satyryczna, ryzykowna w humorze sztuka C-R-E-P-U-S-C-U-L-E, zbudowana wokół rozgrywek na mistrza ortografii. Wędrując przez warsztaty teatralne i pomniejsze sale, sztuka nabrała muzycznej formy i po złagodzeniu humoru risqué podbiła także Broadway. Musical The 25th Annual Putnam County Spelling Bee, w reżyserii Jamesa Lapine’a, z udziałem Dana Foglera, Lisy Howard i Jay Reissa, zdobył dwie nagrody Tony w 2005 r., pozostał na broadwayowskiej scenie przez trzy lata, i ruszył w świat: Melbourne, Seoul, Hong King, Londyn, Oslo, Jerozolima, Mexico City...

 

W 20-tą rocznicę broadwayowskiego sukcesu musical powrócił do Nowego Jorku, w reżyserii Danny Mefforda, w nieco lżejszej, bardziej młodzieżowej wersji. Sześciu młodocianych zawodników zmaga się z zawiłościami angielskiej pisowni w Konkursie Ortograficznym w Hrabstwie Putnam. Wyróżnia ich spośród rówieśników fakt, że spędzają nieprawdopodobną część swej młodzieńczej energii na wkuwaniu słówek i zapamiętywaniu ich poprawnej pisowni. Nic dziwnego, że są niezbyt towarzysko pojętni, każdy po swojemu trochę dziwak czy nieszczęśnik: Leaf (Justin Cooley), z którego rodzinka się podśmiewa, nie wierzy we własne zdolności i chowa za tarczą żartownisia; Marcy (Leana Rae Conception), przeciwnie, już mówi sześcioma językami i musi, musi być zwycięska jak zawsze; Logainne (Autumn Best) walczy o laury nie dla siebie, lecz by zadowolić swoich dwóch rozentuzjazmowanych ojców; Chip (Philippe Arroyo) wygrał konkurs w zeszłym roku, ale w tym najwyraźniej hormony przejęły lejce rozumu i uwaga bieży w inne strony… Rona Lisa Peretti (Lilli Cooper) sama kiedyś zaznała smaku konkursowych zwycięstw. Teraz prowadzi zawody z entuzjastycznym zapałem. Mitch Mahoney (Matt Manuel) stoi w gotowości, by dodać otuchy tym, co przegrywają, a także, by zapewnić, że nie zakłócą porządku, taki czuły trener-wykidajło. Douglas Panch (Jason Kravits), nadszarpnięty czasem i obowiązkami wice-dyrektora szkoły średniej, cierpliwie powtarza kuriozalne definicje wylosowywanych słów, coraz dziwaczniejszych.

 

Ambicje, zawiść, niepewność, młode ego pod obserwacją rywali – niebezpieczne rewiry emocji. Ale Spelling Bee jest zielony jak wiosenna trawka, pogodny i optymistyczny. Nawet ci co przegrywają, wychodzą na wygranych. Marcy odkryje, że nie musi być zwycięska, poczuje smak wolności. Olive (Jasmine Amy Rogers) i William Barfée (Kevin McHale) w ostatniej rundzie konkursu zauważą, że - cud nad cuda – nie są całkiem osamotnieni w swych troskach i ambicjach. Zza chmur wychyla słoneczko. Przyda się trochę tej łagodniejszej pogody w niełagodnym mieście, w niełagodnych czasach.

 

Jason Kravis (Wice-dyrektor szkoły Douglas Panch) & Lilli Cooper (Rosa Lisa Peretti) w The 25th Annual Putnam County Spelling Bee,

Autumn Best (Logainne), Leana Rae Conception (Marcy)), Justin Cooley (Leaf), Kevin McHale (William), Jasmine Amy Rogers (Olive) & Philippe Arroyo (Chip),

Zdjęcia Joan Marcus

 

 

James Joyce, Ulysses w adaptacji Elevator Repair Service we współpracy z Under The Radar Festival. Reżyseria: John Collins I Sam Shepherd; scenografia: dots; kostiumy: Enver Chakartash;  oświetlenie: Marika Kent; opracowanie dźwiękowe: Ben Williams, projekcje video: Matthew Deinhert. Zespół aktorski: Dee Beasnael, Kate Benson, Maggie Hoffman, Vin Knight, Scott Shepherd, Christopher-Rashee Stevenson oraz Stephanie Weeks. Premiera w czasie Under the Radar Festival 25 stycznia, przedstawienia do 1 marca, Public Theatre.

 

Kolektyw Pony Cam, Burnout Paradise. Scenografia i projekcje video: Pony Cam i Jim Findlay; oświetlenie: Dans Maree Sheehan; dźwięk: Cody Spencer. Występują: Claire Bird, Ava Campbell, William Strom, Dominic Weintraub, Hugo Williams. Nowojorska premiera 5 marca, przedstawienia do 28 czerwca, w Astor Place Theatre, 434 Lafayette St., przy Astor Place, East Village.

 

Theodora Skipitares, Footnotes. Reżyseria: Theodora Skipitares; scenografia: Theodora Skipitares & Donald Eastman; oświetlenie: Federico Restrepo; muzyka: Sxip Shirey. Występują: Tomie J. Moore (Narrator); Jane Catherine Shaw (kierownik lalkarzy) oraz Rosa Enginoli, Victoria Forbes, Kevin P. Hale, Eva Marie Lansberry, Natthew Marvan, Sasa Yung & Zlata Godnova; oraz muzycy: Anthime Miller, Sxip Shirey & Saudia Young. Przedstawienia 1 – 15 marca w La MaMa, East Village.

 

The 25th Annual Putnam County Spelling Bee, muzyka i piosenki: William Finn, scenariusz: Rachel Sheinkin, wg pomysłu Rebecca Feldman. Reżyseria: Danny Mefford; scenografia: Teresa L. Williams; kostiumy: Emily Rebholz; oświetlenie: David Weiner; dźwięk: Haley Parcher; kierownictwo muzyczne: Carmel Dean. Występują: Philippe Arroyo (Chip Tolentino), Autumn Best (Logainne Schwartzandgrubenierre), Leana Rea Concepcion (Marcy Park), Justin Cooley (Leaf Coneybear), Lilli Cooper (Rona Lisa Peretti), Jason Kravits (Wice-dyretor szkoły Douglas Panch), Matt Manuel (Mitch Mahoney), Kevin McHale (William Barfée) i Jasmine Amy Rogers (Olive Ostrovsky). Przedstawienia do 6 czerwca, New World Stages, 340 W. 50 St., Midtown Manhattan.

 


Comments


STAY CONNECTED

  • Facebook
  • YouTube

NEW YORK CITY

POLISH THEATRE INSTITUTE IN THE USA,INC.| NON-PROFIT ORGANIZATION 501(C)(3)
©2024 POLISH THEATRE INSTITUTE IN THE USA

bottom of page