Igraszki całkiem serio
- Grażyna Drabik
- 5 hours ago
- 10 min read

Jak to się dzieje, że w solidnie mieszczańskim domu pojawi się niespodzianie niepokorna dusza i zakwestionuje wszelkie nakazy rozsądku i przykazy roztropności? Jean-Baptiste Poquain przyszedł na świat w styczniu w 1622 r., w zasobnej paryskiej rodzinie. Ojciec, z udaną karierą królewskiego pokojowca i tapicera, zadbał by dać mu dobre wykształcenie; młody Jean-Baptiste ukończył prestiżowe gimnazjum jezuickie, Collège de Clermont. I nagle ten ryzykowny pomysł: 21-letni młodzian z równie młodą i nierozważną aktorką, Madelaine Béjart, jej bratem i paroma innymi zapaleńcami, zakładają własny zespół i porywają się konkurować z dwoma już mocno osadzonymi w Paryżu teatrami. Nierówna to rywalizacja, i szybko kończy się bankructwem. Molière zapłaci za długi więzieniem, gdzie pewnie złapie też bakcyla gruźlicy, która go w końcu przedwcześnie powali. A warto jeszcze przypomnieć, że dzieje się to w czasach, gdy teatr jest nadal mocno podejrzany, aktorzy zaś znajdują się na marginesie społecznym, w niejasnej strefie między bożym szaleństwem, poetyckim natchnieniem a ryzykowną rozrywką, funkcjonującą za przyzwoleniem wielkopańskiej łaski. Nie wolno dać im pochówka w poświęconej ziemi.
Molière nie poddaje się przeciwnościom. Z więzienia uchodzi, prawdopodobnie dzięki finansowemu wsparciu ojca, który spłacił długi, i zabiera Illustre Théâtre na tułaczkę po prowincji. Przez 13 lat zespół występuje tu i tam, pojawia się w Nantes, Toulouse, Montpellier, Béziers, gdziekolwiek da się znaleźć tymczasowe lokum czy wsparcie któregoś z lokalnych arystokratów. Kiedy Molière wraca z zespołem do Paryża w 1658 r. jest już doświadczonym aktorem, znanym dramatopisarzem i producentem sprawnym w lawirowaniu w trudnej rzeczywistości. Pierwszy paryski występ Illustre Théâtre, w sali przy Louwrze, z dramatem Corneille’a i farsą Molière’a, zdobywa uwagę króla Louisa XIV i wsparcie jego brata, księcia Orleanu Filipa II. Za parę lat teatr uzyska opiekę samego króla i tytuł „królewskiego zespołu”. Jednak ani prestiżowy pozycja, ani popularność tragedii-baletów, w których Molière się specjalizuje, nie uchronią go od krytycznych ataków. Pierwszy pokaz nowej komedii Tartuffe, ou imposteur w 1664 r. kończy się skandalem i, wobec protestów Kongregacji św. Sakramentu, zakazem dalszych występów, aż do końca dekady.
Nawet dzisiaj nie powinno nas to dziwić. Tartuffe jest sztuką nadzwyczaj przewrotną, precyzyjnie skonstruowaną, ostrą w wymowie, z krytyką wycelowaną w ryzykownym kierunku: w tych, co wykorzystują religię w niecnych zamiarach i w durnych, co dają się wykorzystywać. Zaczyna się od inwektyw Mme Pernelle (Bianca del Rio), damy dufnej swych racji i pełnej pretensji do świata. Swojej synowej, Elmire (Amber Gray), zarzuca, że jest rozrzutna i mało dba o dorastające dzieci swego męża. Wnukowi, Damisowi (Ryan J. Haddad), że „głupiec, trzpiot i nicpoń”. Pokojówce Dalmire (Lisa Kron), że „niezbyt w pracy prędka,/ lecz za to mocna w gębie i impertynentka”. Twierdzi, że domowi jej syna Orgona brak jest pobożności i tylko obecność specjalnego gościa, Tartuffe’a, chroni go od chaosu nieporządku i grzechu. Na zarzuty domowników, że Tartuffe jest obłudnikiem i szelmą, nadużywa gościny na wszelkie sposoby, dręczy i oskarża wszystkich, p. Pernelle ma tylko jedną odpowiedź (w tłumaczeniu Kazimierza Zalewskiego):
Za Tartuffe’a ręczę, że jest zacny i spokojny;
A z was każde na niego sroży się i boczy
Za to, że on wam prawdę gorzką rzuca w oczy:
Że przeciwko grzechowi opornie stać trzeba.
Jedynym jego celem, zasługa dla nieba.
Pierwsza scena wspaniale zapowiada całą sztukę. Wszystkie rozmowy i konflikty krążą wokół osoby Tartuffe’a. Słyszymy o jego ambicjach i konszachtach. Słyszymy, że „pulchny i rumiany” choć bajdurzy, że się umartwia i nie szczędzi sobie pokut. Od początku jest jasne, że to typ samoluba, który w słowach jest pobożniś, prawie święty, a w czynach – lubieżnik i hipokryta bezwzględny. Niebezpieczeństwo jakie grozi domostwu jest także od razu wyraziście określone, w słowach Dalmire, tej bystrej pokojówki, która jasno widzi sytuację:
A toż to skandal! gdyby opowiedzieć komu!
Założył tu kwaterę, jak we własnym domu;
Łapserdak, co jak przyszedł, buty miał podarte,
A ubranie szelągów dziesięciu nie warte; —
Dziś już do tego doszedł, że się zapomina,
Wszystkim rządzi i pana udawać zaczyna.
Poznajemy wszystkich bohaterów dramatu, oprócz tych już wymienionych, także zamożnego mieszczanina, Orgona (David Cross), syna pani Pernelle i męża Elmire. Poznajemy jego szwagra, Cleonta (Francis Jue), który wyróżnia się spokojnym i rozsądnym usposobieniem. Jego córkę, Mariane (Emily Davis), nieśmiałą i pokornego serca, oraz jej ukochanego, młodego Valére’a (Ikechukwu Ufomadu), z którym jest już „po słowie” z błogosławieństwem ojca, to znaczy z jego zgodą, póki Orgonowi nie przyjdzie do głowy, by córeczkę raczej przyjacielowi, temu prawie-świętemu, za żonę nie oddać. Obserwujemy zaślepienie Orgona i bezradność domowników zanim ujrzymy na oczy przyczynę ich kłopotów.
Kiedy wreszcie pojawia się Tartuffe (Matthew Broderick), tak wiele już o nim wiemy, że nie powinno nas nic zaskoczyć. A jednak – zdumiewa jego dufność i spokojna bezczelność. Zdumiewa, że wcale nie stara się nikogo przekonać. Nie broni się wobec oskarżeń, wręcz im potakuje. On po prostu jest: grzeszny, po ludzku słaby i skłonny do występku, tyle że oczy skromnie do góry wzniesie. Wspomni o pokutnej włosiennicy. Wezwie boskie imię, by temu wytknąć zazdrość, tej za duży dekolt, tamtej wielką urodę, która innych kusi. Zdumiewa łatwość, z jaką odgrywa rolę skromnego i pobożnego, i jak niewiele trzeba, by za skromnego i pobożnego uznali go prostoduszni.
Molière używa tutaj genialnego posunięcia. Fałszywa pobożność jest oczywistym złem. Jako wcielenie diabła, Tartuffe jest antagonistą wszystkich, bezwzględnie godnym potępienia. Używa wiary do zaspokojenia własnych, egoistycznych potrzeb i zachcianek. Działa z dufną swego bezczelnością, z dewizą: „I wcale ten nie grzeszy, kto grzeszy w sekrecie”. Lecz siła jego oddziaływania zależy od dobrowolnego poddania się innych. Tartuffe nie wdarł się przemocą do domu Orgona. Został zaproszony. Krytyka Molière’a z równą siłą kieruje się przeciw hipokryzji tytułowego bohatera jak przeciw „dobremu” Orgonowi i naiwnej dewotce, pani Pernelle. Ich powierzchowna pobożność nic od nich nie wymaga prócz wychwalania Tartuffe’a i poddania się jego woli.
Tyle mądry Molière. Chwała należy się New York Theatre Workshop, że przypomima o tym świetnym francuskim dramatopisarzu. Jego ostre spojrzenie i ostrzegawczy śmiech bardziej jest dzisiaj na czasie niż by się to wydawało: nie ufaj gładkim słowom. Nie zawieszaj zdrowego rozsądku. Zachowaj umiar – w animozjach i w podziwach. Chroń się przed ochotą wytykania palcem win u innych. Zło niekoniecznie jako zło się objawia. Potrafi wejść do domu i do serca na kocich łapkach i w koronkach. Fałsz więcej krzywdy może zrobić niż zdeklarowana wrogość, i trudniej się przed nim obronić. Samolubna inteligencja żeruje okrutnie na ufności i naturalnej dobroci serca, na nieśmiałości czy niechęci do konfrontacji.
Niestety, krytyczne słowa Moliera widać nie są wystarczająco cenne, by je wysłuchać z uwagą. Zamiast zaufać wybranemu tekstowi i skupić się na zadaniu jak go skutecznie zaprezentować, Sarah Benson i NYThW uznali, że należy dodać obowiązujące dzisiaj pouczenia. Tak więc otrzymujemy bardzo atrakcyjne widowisko: pokaz malowniczo dobranych kolorów (kostiumy Enver Chakardash) i precyzyjny balet świateł (Stacey Derosier) oraz mocno stylizowaną choreografię (Raja Feather Kelly). Tańce rozgrywają się na przestrzennej scenie, którą punktują wielkie drzwi (scenografia kolektywu dots): do wnętrza domu; do szafy, gdzie można się ukryć, by podsłuchać knowań hipokryty; na zewnątrz, na wielki świat skąd przybywają kłopoty, lecz także ich pozytywne rozwiązanie, gdy pod koniec sztuki królewski wysłannik przywiezie decyzję monarchy o przebaczeniu i karze. A zamiast ciekawej interpretacji sztuki Molière’a dostajemy lekcję „słusznej i sprawiedliwej” aktorskiej obsady.
Uważnie zadbano, by były reprezentowane różne odcienie skóry, szeroki wachlarz wieku, sprawność fizyczna i niesprawność, nawet różne style gry. Jakby obsada była tematem samym w sobie i oświecony dobór aktorów niezbędnym warunkiem. Wieloletnie i różnorodne doświadczenie wszystkich zebranych tu aktorów punktują nagrody; roi się od Tonies, Drama Desk, Emmies… Matthew Broderick (2 Tonies) znany jest z wielu filmów i seriali telewizyjny, a także popisów ze swoją żoną Sarah Jessica Parker w komedii Neila Simona Plaza Suite. Emily Davis (nagrody Obie, Lucille Lortel) ma bogaty dorobek pracy z ciekawymi teatrami off-Brodawayu jak Vinyard Theater i Half Stradle. Francis Jue, weteran dużej i małej sceny, ostatnio zdobył szczególne uznanie za pokazowe występy w Yellow Face – najpierw w off-broadwyowskim Public Theater (nagrody Obie, Lortel), potem na Broadwayu (Tony, Outer Critics Circle). Z kolei David Cross jest rozpoznawalny z małego ekranu: z roli Tobiasa Fünke w telewizyjnym serialu „Arrested Development” i jako współtwórca razem z Bob Odenkirkem serii o Mr. Show (4 sezony na HBO). Co bardziej niespodziewane, wiele osób tu zebranych oprócz „tylko” aktorskich chlubi się innymi, autorskimi osiągnięciami: Cross ma obecnie własny komediowy program „The End of the Beginning of the End”. Ryan J. Haddad jest autorem i solowym wykonawcą autobiograficznych sztuk Hold me in the Water oraz Dark Disabled Stories (Obie za najlepszą nową sztukę). Ikechukwu Ufomodu zdobył uznanie za solowe występy w składance Amusements na edynburskim Fringe Festival i jako autor telewizyjnych skeczy komediowych „Words of Ike”. Bianca del Rio, zwyciężczyni głównej nagrody w słynnym nowojorskim “RuPaul’s Drag Race”, występuje z sukcesem w filmach oraz własnych kabaretowych programach jako wyjątkowo ekstrawagancka drag queen. To „osobowości” raczej niż skromne sługi teatru. Każda w jakiś sposób „zasługuje” na światło reflektorów. Każdej z tego czy innego powodu ten solowy blask się „należy”.
Czego zabrakło na scenie, to młodości i polotu. Frajdy słowa podawanego z lekkością i swadą. Gry tak kunsztownej, że aktor znika w tekście. Wtedy rzeczywiście nie liczy się kolor, wiek czy płeć. Gra jakby samo słowo, któremu aktor służy. W NYThW mamy tekst uproszczony przez Lucasa Hnatha, który brzmi topornie, niekiedy prostacko. Wyszukane gesty. Staranne recytacje. Pióropusze popisów. To nie Mme Prenelle lecz Bianca del Rio wpada z szumem na scenę. Zmiata podłogę przydługą falbaną. Rozstawia innych po kątach. Trzepocze wachlarzami rzęs. Domaga się: patrzcie na mnie, patrzcie i podziwiajcie.
Szkoda Świętoszka. Szkoda Molière’a. Zapłacił drogo za swoje teatralne pasje. Przynajmniej śmierć miał w wysokim stylu. Zasłabł na scenie, w 1673 r., w czasie przedstawienia własnej sztuki: Chory z urojenia. Grał hipochondryka Argana, i grał tak dobrze, że omdlenie początkowo odczytano jako mistrzowskie zagranie. Kiedy zdiagnozowano fatalny atak gruźlicy, starano się mu zapewnić ostatnie namaszczenie. Dwóch kapłanów odmówiło, niedowiarkowi, posługi. Trzeci się spóźnił. Molière zmarł bez sakramentu. Tylko dzięki interwencji Louisa XIV u arcybiskupa Paryża, François Harlaya de Champvallon, udało się go pochować na chrześcijańskim cmentarzu, w oddzielnym zakątku, wśród dzieci bez chrztu. 144 lat później przeniesiono szczątki mistrza rytmicznego słowa do grobowca na paryskim Père Lachaise, nieopodal grobu La Fontaine’a.
Może dwaj wybitni satyrycy obserwują dzisiejsze konfuzje z taką samą ostrością jak kiedyś głupoty i przesady swych współczesnych. Może niekiedy o północnej porze kpią sobie z naszych przywar i naiwności, z naszej gładkiej obłudy, próżności i przemądrzałości.
Amber Gray (Elmire) i Ryan J. Haddad (Damis)
Francis Jue (Cleante)
Bianca Del Rio (Mme Pernelle),
Ikechukwu Ufomadu (Valére)
Lisa Kron (Dorine) i Emily Davis (Mariane)
Matthew Broderick (Tartuffe). Zdjęcia Marc J. Franklin
*
Dużo się dzieje w ciągu dwu-i-pół godziny sztuki Bess Wohl Liberation, i dzieje ciekawie. Dora (Audrey Corsa) z onieśmielonej i zahukanej młodolatki przeobraża się w ambitnego fachowca od win. Celeste (Kristolyn Lloyd), po burzliwej młodości w Nowym Jorku na froncie ruchu o prawa cywilne, znajduje nowy sposób na życia w rodzinnym miasteczku na prowincji w Ohio. Starsza od nich o całe pokolenie Margie (Betsy Aidem) musi skonfrontować się z faktem, że małżonek z którym spędziła życie stał się jej obcym i obojętnym człowiekiem, jak ona dla niego. Zbuntowana Susan (Adina Verson) wychyli się zza tarczy obronnego gniewu. Isidora (Irene Sofia Lucia), przybysz z Sycylii, poszuka wyjścia z sytuacji niby-bez-wyjścia: małżeństwa pragmatycznie zawartego w celu uzyskania prawa pobytu w Stanach. A Lizzie – ach! Lizzie (Sussanah Flood) musi sobie poradzić, i radzi sobie dobrze, z potrójnym wyzwaniem: jako młoda kobieta, która niedawno straciła matkę i próbuje ogarnąć to swoje nowe sieroctwo; jako swoja własna matka, początkująca dziennikarka z reporterskim zacięciem, która w pełnym nadziei 1970 roku zakłada pierwsze kółko „podnoszenia świadomości”; i jako pisarka, autorka sztuki Wyzwolenie: sztuka-pamięci, o tym, o czym nie pamiętam.
Sztuka otrzymała udaną inscenizację na początku ubiegłego roku przygotowaną przez Roundabout Company, w reżyserii Whitney White. Pełna recenzja jest dostępna pod datą 23 lutego 2025: https://www.polishtheatre.org/post/niech-zyje-dodo. Tu tylko podkreślę, że ta druga szansa i przenosiny do większej, broadwayowskiej sali zostały dobrze wykorzystane przez artystów. Zespół sześciu aktorek, imponująco zgrany już we wcześniejszej wersji, jest teraz jeszcze sprawniejszy. Akcja toczy się w lepszym, bardziej zwartym tempie. Wątek osobisty – Lizzie poszukującej zrozumienia kim była jej matka zanim stała się jej matką, jakie były jej młodzieńcze marzenia i życiowe plany, zgrabnie wplata się w szerszy historyczny kontekst przemian pozycji kobiety w ostatnim ćwierćwieczu XX wieku.
Sztuka nie oferuje odpowiedzi na żadne z rozlicznie stawianych tu pytań, ale podkreśla ich wagę. Co cennego pozostało z tamtych niespokojnych czasów? Czy balans dramatycznych zmian jest pozytywny czy negatywny? Zostawia widza z poczuciem niedokończenia jakieś ważnej wspólnej sprawy. Zagadką braku porozumienia między pokoleniami. Tęsknotą za więzami solidarności i nadzieją otwartą na poszukiwania nowych rozwiązań starych problemów.
Susannah Flood (Lizzie) i Irene Sofia Lucio (Isidora)
Irene Sofia Lucio (Isidora), Kristolyn Lloyd (Celeste), Adina Verson (Susan) i Betsy Aidem (Margie)

Zespół w Liberation. Zdjęcia Little Fang
*
I jeszcze jedna sympatyczna wiadomość: w bieżącym operowym sezonie można wiele razy podziwiać polskich solistów w ważnych rolach na scenie Metropolitan Opera.
Styczeń 2026
Artur Ruciński, baryton, z Warszawy
Debiut w Met jako Sharpless w Madama Butterfly (2016)
Wystąpi jako Riccardo Fortha w I Puritani Belliniego: 15 i 18 stycznia
Andrzej Filończyk, baryton, z Wrocławia
Debiut w Met jako Joe Kavalier w The Amazing Adventures of Kavalier & Clay (2025)
Wystąpi jako Sharpless w Madama Butterfly Pucciniego: 9, 13, 17, 21 i 24 stycznia
Marzec 2026
Tomasz Konieczny, bas-baryton, z Łodzi
Debiut w Met jako Alberich w Das Rheingold (2019); jesienią 2025 r. śpiewał partię Mandryka w ArabellaWystąpi jako Kurwenal w Tristan i Izolda Wagnera: 9, 13, 17, 21, 25 i 29 marca
Ostatnie przedstawienie Tristana i Izoldy odbędzie się 2 kwietnia.
To premiera inscenizacji Yuvala Sharona w Met, wcześniej prezentowanej na festiwalu w Bayreuth, pod batutą Yannicka Nézet-Séguina.
Dodatkową atrakcją jest udział Lise Davidsen z Norwegii, uważanej za jeden z najpiękniejszych i najbardziej dźwięcznych sopranów współczesności, w roli Izoldy.
Piotr Buszewski, tenor, z Warszawy
Debiut w Met jako Chevalier de la Force w Dialogues des Carmélites (2023)
Wystąpi jako Alfredo Germont w La Traviata Verdiego: 20, 24, 28 i 31 marca
Andrzej Filończyk powraca w Madama Butterfly: 11, 14, 19, 23 i 28 marca
Kwiecień 2026
Aleksandra Kurzak, sopran, z Brzegu Dolnego
Debiut w Met w Les Contes d’Hoffmann (2004)
Wystąpi jako Mimi w La Bohème Pucciniego: 13, 17, 21 i 25 kwietnia oraz 1 maja
Piotr Buszewski zamyka cykl La Traviata: 4 i 10 kwietnia
Więcej informacji oraz zakup biletów: https://www.metopera.org/season/2025-26-season/

Molière, Tartuffe w adaptacji i tłumaczeniu Lucas Hnatha. Reżyseria: Sarah Benson; scenografia: dots; kostiumy: Enver Chakardash; oświetlenie: Stacey Derosier; inżynieria dźwięku: Peter Mills Weiss, choreografia: Raja Feather Kelly, muzyka: Heather Christian. Występują: Matthew Broderick (Tartuffe), David Cross (Orgon), Emily Davis (Mariane), Bianca del Rio (Mme Pernelle), Amber Gray (Elmire), Ryan J. Haddad (Damis), Francis Jue (Cleante), Lisa Kron (Dorine) i Ikechukwu Ufomadu (Valére). Premiera 16 grudnia, przedstawienia do 25 stycznia, w New York Workshop Theatre, 79 E. 4 St., przy Second Avenue, East Village.
Bess Wohl, Liberation. Reżyseria: Whitney White; scenografia: David Zinn; kostiumy: Qween Jean; oświetlenie: Cha See; inżynieria dźwięku: Palmer Hefferan i Ben Truppin-Brown. Występują: Betsy Aidem (Margie), Audrey Corsa (Dora), Kayla Davion (Joanna), Susannah Flood (Lizzie), Krystolyn Lloyd (Celeste), Irene Sofia Lucio (Isidora), Charlie Thurston (Bill) oraz Adina Verson (Susan). Premiera na Broadwayu 28 października, przedstawienia do 1 lutego, w James Earl Jones Theatre, 138 W. 48 St., przy Times Square.
















