Preludium

Skrzyżowanie alej Flatbush i Lafayette wyglądało zwyczajnie: ruch samochodów, huczące ciężarówki, rządki pieszych zdążających do sklepu Whole Foods, do księgarni przy Ashland Place, sali w Brooklyn Academy of Music. Październikowy wieczór był wyjątkowo łagodny, podszyty podmuchem lata raczej niż jesieni. Na szczęście, bo przedstawienie Prelude miało się odbyć pod gołym niebem, dla aktorów – na bruku szerokiego chodnika, dla widzów – na kamiennych siedzeniach.
Ruchliwe skrzyżowanie, kilka rzędów niewielkiego audytorium. Oko przyciągają kolorowe krzesełka, jakby niedbale rozstawione na brzegu placyku. W gęstniejącym mroku mocno zaznacza się czerwona kurtka mężczyzny na wózku inwalidzkim. Dziwne stwory wyłaniają się z cieni, łączą w taneczny krąg: motyl wieloskrzydły, wieloramienna ośmiornica, wielka papuga… Starszy pan rozsiada się przy stoliku. Za chwilę starsza pani dopomina się o miejsce obok. Lecz nie o miejsce jej chodzi. Może kawę można by razem wypić. Porozmawiać. Może znajdzie się wspólna nitka…
Druga para, atrakcyjnie młoda, za chwilę przeżywa łagodniejszą wersję przypadkowego spotkania i nieprzypadkowych poszukiwań. Krążą wokół nich roztańczone dziwo-stwory. Na przemian, obie pary odgrywają scenki tentatywnej czułości i ostrych nieporozumień. Tym młodym jakby łatwiej zdjąć maskę, pokazać serce na dłoni. Starsi są brutalniejsi we wzajemnych pretensjach, obronnie nastroszeni, ale nie rezygnują z prób rozmowy. Fragmenty konwersacji, staccato zbliżeń i oddaleń, składają się w muzyczny kolaż, w przypowieść o tęsknocie, strachu i odwadze. Całość, swym łagodnym tempem, kolorowym tańcem, podwójnym duetem sugeruje, że można przekroczyć granicę osamotnienia. Jest szansa dobrej, wspólnej ścieżki.
„Preludium” odbyło się przed galą z okazji 40 rocznicy działalności grupy prowadzonej prze Anne Bogart; En Garde Arts jest szczególnie znana ze skomplikowanych opowieści przedstawianych w precyzyjnie dobranych, poza-teatralnych przestrzeniach. (Pisałam o nich w 2024 r., przy okazji świetnego folk-musicalu The Wind & the Rain, odgrywanego na łodzi zakotwiczonej w porcie w Red Hook, w Brooklinie.) Wieczór był także okazją do zaznaczenia wieloletniej współpracy Bogart z ciekawym pisarzem i historykiem Charles L. Mee.
Na zakończenie, Mee wjechał w światło reflektorów na swoim wszędobylskim wózku. Porusza się na nim praktycznie przez całe życie, dziedzictwo po polio, które przeszedł jako 14-latek. Zwrócił się bezpośrednio do nas, recytując swoje artystyczne credo, trochę jakby przepraszając, a trochę dzieląc się darem:
Dobrze wiadomo, że lubię sztuki, które nie są gładkie, zbyt dokładne, zamknięte na ostatni guzik. Moje sztuki są połamane, poszczerbione, pełne ostrych kantów, gwałtownych zwrotów i zakrętów. Wiele w nich rzeczy, które się zderzają, wzajemnie rozbijają, wymykają spod kontroli, karkołomnie zjeżdżają na pobocza. I to mi pasuje. Tak czuję moje własne życie. Taki jest świat.
A potem chcę to wszystko złożyć – jeszcze ze śladem zmagań – w klasyczną formę, w grecką perfekcję, albo w piękny taniec, czy też w jakąś inną próbę cywilizacyjną.
I tyle. Słowo, aktor i publiczność. Nie trzeba nic więcej. Magia teatru.
En Garde Arts, Prelude. Ashland Plaza. Autor, zespół i publiczność. Zdjęcia Sarah Garvey
**
Teatralny sezon jesienny dopiero się rozpoczyna. Zapowiada się niezła mieszanina spodziewanego i niespodziewanego, popisów telewizyjnych i filmowych gwiazd, wskrzeszanej klasyki, oraz imponujący wysyp krótkich form, monodramów, igraszek z duchami... Ten płynny kosmos nie daje się ogarnąć według tradycyjnego podziału na Broadway (duże sale, powyżej 500 miejsc; teatr komercyjny, ze specjalną preferencją dla musicalu, gotów sprzedać duszę za złoty dukat, skupiony nieopodal Times Square), off-Broadway (mniejsze sale, ale ustabilizowane, rozsiane po Zachodniej Stronie Manhattanu i w Greenwich Village; teatr artystycznie ambitniejszy, czasem osłonięty parasolem „organizacji non-profit”) i off-off Broadway (jeszcze mniejsze salki, czasem ledwie kąt na trzecim piętrze krzywych schodów, skupione na dole Manhattanu; chętne do podejmowania niechodliwych tematów, do prowokacji albo zamknięte w niszowych banieczkach). Off-Broadway całkiem nieźle radzi sobie w wymiarze ekonomicznym, a cena biletów, niestety, zbliża się często do brutalnego haraczu broadwayowskiego.
Teatr rozrósł się, prawie cudem, bo wbrew kosztom i ogólnej atmosferze mało przyjaznej kulturze. Znacząco też zróżnicował się geograficznie. Ożywiły się stare salki przykościelne, jak Theatre at St. Clements na zachodnim krańcu 46 Ulicy i West End Theater przy kościele metodystów na W. 86 Ulicy. Nowe teatry pojawiły się w dzielnicach odległych od manhattańskiego centrum. Niektóre są solidnie zakorzenione w lokalnych społecznościach – jak Chocolate Factory w Long Island City, czy The Bushwick Starr w Brooklinie. Niektóre są nowiutkie, jak The People’s Theatre: Centro Cultural Imigrante w Washington Heights, zaistniały w dużej mierze dzięki wsparciu Lin-Manuela Mirandy; rozpoczął działalność kilka tygodni temu spektaklem GUAC, monodramem Manuela Olivera o tragicznej stracie dziecka w strzelaninie szkolnej.
Nadal w wyborach programowych i w propozycjach nowych zespołów, widać mocny przechył w stronę społeczno-politycznej poprawności i zacięcie dziennikarskie. Ale coś się już innego także dzieje. Krzyżuje. Komplikuje. Składają się na to przeróżne czynniki, czasem wzajemnie sprzeczne: konieczność przyciągania nowych widzów; praktyczne rozszerzenie dostępu do potencjalnie lukratywnych funkcji czy miejsc pracy dla nowych grup (m.i. „color-blind casting”); ideologicznie motywowane podważania „europejskiego” /„białego” kanonu; autentyczne poszukiwania nowej tematyki czy nowych form itd. Zespół artystów koreańskich przedstawia Wiśniowy sad Czechowa, z akcją przeniesioną do współczesnego Seoulu… Public Theater w obu popularnych przedstawieniach tegorocznego lata, Romeo and Juliet i The Winter’s Tale, w Delacorte Theatre w Central Parku, bardzo starannie porozdzielał główne role według reguł: Romeo - aktor Latino, Julia - Afro-Amerykanka, Tybalt – wyraźnie „hinduski”, Franciszkanin – znany aktor chińsko-amerykański, jest i biały – Capulet senior… Lecz równie starannie zadbał, by wszyscy wykazali się klasyczną sprawnością w podawaniu tekstu Szekspira.
Krótko mówiąc, w teatrze bulgocze i pieni się, choć niepewnie i niejasno. Broadway, superostrożny wobec przerażająco wysokich kosztów inscenizacji, stawia na siłę przyciągania popularnych hollywoodzkich aktorów oraz na sprawdzone wcześniej sztuki. Szuka też oparcia w klasyce – przewidywalnej (Szekspir, oczywiście), ale i tej rzadziej obecnej na dużej scenie. Warto zwrócić uwagę na dramat Aarona Sorkina z 1989 r. A Few Good Men, z udziałem Bradleya Whitforda i Toma Blytha (premiera 8 października do 10 stycznia, Vivien Beaumont Theatre); komedię Molièra The Imaginary Invalid, pod kierunkiem Billa Irvinga (22 października do 22 listopada, Roundabout Theatre); Much Ado About Nothing w reżyserii Jamie Lloyda, znanego z niedawnych inscenizacji Waiting for Godot oraz Sunset Boulevard (19 listopada do 10 stycznia, Winter Garden).
Off-Broadway także dodaje swój głos, bardziej buńczuczny, do nowego zaciekawienia klasyką: Emma Rice odwołuje się do średniowiecznej legendy Tristan & Yseult (1-22 listopada, St. Ann’s Warehouse); Gabriel Barre proponuje muzyczną adaptację powieści Charlesa Dickensa Copperfield! (19 październik - 6 grudzień, New 42 Studios w the Duke Theatre); Fiasco Theater przypomina feministyczny dramat Susan Glaspell The Verge, nagrodzony Pulitzerem w 1921 r. (17 październik- 22 listopad, the Public Theater); Theater for a New Audience przywołuje ducha Sofoklesa inscenizując tragedię Elektra (10 listopad - 6 grudzień, Polonsky Shakespeare Center); Neil Pepe reżyseruje A View from the Bridge, dramat Arthura Millera z 1955 r., w obsadzie teatralnych mistrzów: Sam Rockwell, Marin Ireland, Alfred Molina (27 listopad- 27 luty, La MaMa).
Z musicalowych nowości na Broadwayu zapowiada się ledwie jedna znacząca premiera: Dolly, opowieść o życiu Dolly Parton, z librettem i piosenkami tej czołowej śpiewaczki country, niestety niedawno zmarłej (premiera w grudniu, St. James Theater). Musical natomiast buzuje głośno w off-broadwayowskich salach. Serię premier zainicjował Todrick Hall, kompozytor, choreograf, reżyser i śpiewak; musical Midnight, osadzony w trudnych realiach amerykańskiego Południa pod koniec 19-tego wieku, wszedł na scenę wyjątkowo mocno – z wieloosobowym i różnokolorowym zespołem, z muzyczną fuzją bluesa, jazzu, rocka, gospel, i operową wręcz ambicją (premiera 15 października, przedstawienia już dwukrotnie przedłużone, obecnie do 6 stycznia). Ciekawie zapowiada się nowa inscenizacja młodzieżowego rock-musicalu Spring Awakening (17 grudzień – 4 kwiecień, Studio Seaview). Drużyna twórczyń Alex Bechtel, Grace McLean i Eva Steinmetz proponuje odmienne spojrzenie na słynny homerowski epos; szykują intymny musical, gdzie główny głos ma Penelopa (10-20 grudzień, Classic Stage Company).
Ed Harris, Julia Louis-Dreyfus i Joe Keery w nowej inscenizacji dramatu Johna Robina Baitza z 2011 r., Other Desert Cities. Zdjęcie Emilio Madrid
Zespół we wznowionym dramacie Jocelyn Bioh z 2017 r., School Girls; or, the African Mean Girls Play. Zdjęcie Matthew Murphy.

Zespół w nowym musicalu Todricka Halla Midnight. Zdjęcie Valerie Terranova
Charles L. Mee, Prelude. Reżyser: Anne Bogart; muzyka i tekst piosenek: Lazours; kostiumy: Machine Dazzle. Inscenizacja En Garde Arts, specjalny pokaz 13 - 15 października, na placu przy 300 Ashland Pl., Brooklyn Academy of Music (BAM).
John Robin Baitz, Other Desert Cities. Reżyseria: John Benjamin Hiskey; scenografia: Scott Pask; kostiumy: Tom Broecker; oświetlenie: Natasha Katz; inżynieria dźwięku: Mikhail Sulaiman. Występują: Ed Harris (Lyman Wyeth), Allison Janney (Silda Grauman), Joe Kerry (Trip Wyeth), Julia Louis-Dreyfus (Polly Wyeth) oraz Lily Rabe (Brooke Wyeth). Premiera 18 października, przedstawienia do 17 stycznia, Hudson Theatre w 141 W. 44 St., przy Times Square.
Jocelyn Bioh, School Girls; or, the African Mean Girls Play. Reżyseria: Whitney White; scenografia: Teresa L. Williams; kostiumy: Qween Jean; oświetlenie: Stacey Derosier; inżynieria dźwięku: Cody Spencer; trener dialektu i głosu: Dawn-Elin Fraser. Występują: Lucia Aremu (Ama), Denée Benton (Paulina Sarpong), Patina Miller (Eloise Amponsah), Erin Morton (Nana), Nia Otchere-Sarfo (Gifty), Jordan Rice (Mercy), Jasmine Amy Rogers (Erica Boafo) i Heather Alicia Simms (Headmistress Francis). Premiera 28 września, przedstawienia do 15 listopada, Manhattan Theatre Club w Samuel J. Friedman Theatre 261 W. 47 St., przy Times Square.





Comments