top of page

Dom utkany ze świtu

Obrazki z wystawy „House Made of Dawn: Art by Native Americans 1880 - Now”



Już sam tytuł wystawy  – „Dom utkany ze świtu” – wystarczy, by zwrócić na nią uwagę. Zawiera obietnicę wiecznego zaczynania od nowa, zadomowienia w świetle i świeżości poranka. Przywołuje powieść N. Scott Momadaya, znanego pisarza amerykańskiego o indiańskich korzeniach. Jest to jeden z najpiękniejszych tytułów jakie znam. Momaday, mistrz słowa oraz obrazu, bo był także malarzem, zainspirował mnie już dawno temu do poznawania indiańskich tradycji. Nie tylko mnie. Dr. Agnes Hsu –Tang, członkini rady nadzorczej The New York Historical po przeczytaniu jego nagrodzonej Pulitzerem powieści ruszyła na zachód, by poznać sztukę tubylców, i tak zaczęła się jej wspaniała kolekcja. Wystawa w muzeum New York Historical zawiera 78 eksponatów. W 250. rocznicę podpisania Deklaracji Niepodległości, sztuka tu prezentowana świadczy dobitnie o nieprzerwanej, wyraźnej obecności Indian w życiu USA i o ich skomplikowanym historycznym  doświadczeniu. Potwierdza także ich godną podziwu zdolność do adaptacji nowych środków wyrazu do własnych potrzeb.


Na wystawie pokazano tylko część bogactw zebranych przez Dr. Hsu-Tang, i miejmy nadzieję, że kolejne odsłony pojawią się wkrótce. Już teraz widać, że to obszerna kolekcja, prezentująca wielu artystów z różnych tubylczych narodów, pracujących różnymi technikami i w różnych stylach. Zawiera wiele wyśmienitych prac, a wszystkie są wymownymi komentarzami do sytuacji tubylczych społeczności  – w dawnych czasach i obecnie. Poniższe przykłady, malarski i fotograficzny, dobrze to ilustrują.


Dwa obrazy, każdy zatytułowany „Dancer” (Tancerz), przedstawiają ten sam temat w odmienny sposób. Taniec, jeden z najważniejszych środków ekspresji, zawsze obecny w życiu społecznym, w radości, rozpaczy, czy religijnym uniesieniu, jest częstym obiektem zainteresowania tubylczych artystów. Jeden z obrazów w tym przykładzie namalował Stephen Mopope (Kiowa, 1898–1974), a drugi Oscar Howe (Yanktonai Dakota, 1915-1983).


Stephen Mopope, Tancerz, 1929 

Oscar Howe, Tancerz, 1960.



Mopope należał do grupy zwanej Kiowa Six, działającej w latach 30. XX wieku. Dzieła tej grupy były wystawiane i promowane również w Europie. Artyści wytworzyli własny styl, łączący estetykę ledger art i malarstwa Indian Prerii, który charakteryzował się jednobarwnymi powierzchniami, płaską perspektywą, zminimalizowanym tłem oraz skupieniem na detalu, często związanym z ceremonialnymi tańcami.

 

Oscar Howe, autor drugiego Tancerza, w swojej malarskiej drodze postawił na indywidualizm, eksperyment i modernizm. Uważał, że techniki malarstwa europejskiego nie są zaprzeczeniem indiańskiej tradycji. Przeciwnie, mogą pomóc ją wyrazić w nowy, odmienny sposób. W 1958 roku wysłał swój obraz, zatytułowany „Umine Wacipi”, na doroczny konkurs, wystawę i aukcję sztuki indiańskiej w Philbrook Art Center (obecnie Philbrook Museum of Art) w Tulsie, w stanie Oklahoma. Przedstawiał abstrakcyjne figury w tańcu i został odrzucony przez jurorów jako „nie indiański”. Howe, który już raz był zdobywcą pierwszej nagrody w tym konkursie, zaprotestował pełnym oburzenia listem: Ktokolwiek twierdzi, że moje obrazy nie są utrzymane w tradycyjnym stylu indiański, dysponuje słabą wiedzą na temat sztuki indiańskiej. Sztuka indiańska to dużo więcej niż ładne, stylizowane obrazki. Jest w niej także moc i siła i indywidualizm  – emocjonalna i intelektualna głębia…

 

Nowoczesna sztuka indiańska dopiero od niedawna zaczęła być traktowana na równi z europejskimi sztukami pięknymi. Do lat 70. XX wieku stanowiła domenę antropologów i etnologów, a historycy sztuki w ogóle się nią nie interesowali. Bo czy ta nowoczesna sztuka tubylców pozostaje ciągle sztuką indiańską? Czy indiańskość nie oznacza tradycji, ceremonii, braku zaangażowania politycznego, powtarzania tych samych wzorów? Czy jednak może być też nowoczesna, poszukująca, komentująca współczesność, komercyjna? Czy powinna ograniczać się do pewnych tematów i technik? Czy zapożyczenia nowych materiałów i technik zmieniają „tradycyjne” środki wyrazu nie do rozpoznania? Czy przyjęcie zachodnich mediów i stylów odbiera sztuce jej indiańskość? Czy jej twórca powinien być członkiem jakiegoś zarejestrowanego plemienia? Choć w wielu językach indiańskich nie ma określenia na sztukę, czyli na kategorię przedmiotów stworzonych dla podziwiania ich walorów estetycznych, to wcale nie znaczy, że nie ceniono rzeczy użytkowych bogato zdobionych i starannie wykonanych. Piękno formy, panowanie nad materiałem i mistrzostwo w robocie doceniają wszystkie ludy na ziemi.

 

Podziwiam to, że indiańscy twórcy nie dają się zamknąć w sztywnych kategoriach etniczności czy tradycji, ani zatrzymać w czasie przeszłym. Jest to trend wyraźnie widoczny na tej wystawie. Tubylczy artyści zawsze byli i nadal są  gotowi do eksperymentów. Przejęli przywiezione przez Europejczyków materiały i techniki, by nasycić je własnymi ideami i własną wrażliwością estetyczną. I właśnie te przekształcenia różnorodnych, bogatych tradycji w nowoczesne wizualne formy są najbardziej fascynujące. Zdobywają uznanie krytyków oraz kuratorów i wchodzą, choć ciągle niedostatecznie szybko, do muzeów sztuk pięknych. W Metropolitan Museum of Art mają już stałe miejsce w tak zwanym American Wing. Dzieje się tak przede wszystkim dzięki gotowości do eksperymentów i odwadze twórców – takich właśnie jak niezrównany Oscar Howe, który w abstrakcyjnych modernistycznych formach malarstwa europejskiego widział kolor i geometrię dakockich zdobień, szczególnie mi bliskich.

 

Fotografia jest przywiezioną do Ameryki sztuką europejską. Indianom towarzyszyła nieustannie od początków swojej obecności na tym kontynencie. Dwie (wybrane spośród wielu) fotografie na tej wystawie ilustrują techniki i zakres zainteresowań tubylczych fotografów. Pierwsze zdjęcie, wykonane przez Lee Marmona (Laguna Pueblo, 1925-2021), nosi tytuł „White Man’s Mocassins” (1954). Drugie, autorka Zoë Mariah Urness (Tlingit Cherokee, 1984-) zatytułowała “Raven Tells His Story in the Fog” (2021).


Lee Marmon, White Man's Moccasins, 1954


Słynne zdjęcie Marmona jest realistycznym portretem starszego mężczyzny: to Jeff Sousea z Puebla Laguna, który przysiadł z cygarem  na murku. Trzyma dumnie podniesioną głowę, na ustach błąka mu się szelmowski uśmiech. Tradycyjny strój dopełniają kultowe trampki Converse, które od lat wyglądają praktycznie tak samo. Zdjęcie, należące do całej serii Lee Marmona portretów starych ludzi z Laguna, miało początkowo inny tytuł. Fotograf zmienił go, bo był ciągle pytany, dlaczego Indianin na zdjęciu nie nosi mokasynów. Zdjęcie stało się komercyjnym sukcesem, wisi w galeriach, było wielokrotnie reprodukowane w książkach i na pocztówkach. Widzę w nim współistnienie starego i nowego, zmiany dotykające tradycyjny świat, który z kolei patrzy na nie z życzliwym uśmiechem.


Zoë Mariah Urness, “Raven Tells His Story in the Fog”, 2021


Kolejne zdjęcie wykonała współcześnie Zoë Mariah Urness, którą w 2018 roku nominowano do Nagrody Pulitzera za fotografię z protestów w Standing Rock. Zoë Urness robi zdjęcia starannie komponowane, stylizowane, utrzymane w tonacji sepii przywołującej na myśl dawne fotografie Edwarda Curtisa. Historia i tradycja splata się w nich ze współczesnością. Na zdjęciu prezentowanym na wystawie człowiek w przebraniu Kruka, tlingickiego bohatera kulturowego i trickstera, stoi na ściętym pniu symbolizującym ekologiczne zagrożenie dla majestatycznych lasów mgliście widocznych w tle. Czuć w tym zdjęciu odwieczne trwanie przyrody i bardzo realne niszczenie środowiska. Kruk, opiekun przodków, bierze w posiadanie ścięty równo pień. W tańcu obserwuje wijące się wokół niego korzenie, a jego postawa potwierdza ciągłość tubylczej obecności i obietnicę zatrzymania dewastacji natury. Tradycyjny spektakl i współczesny problem, splecione razem w jednym niesamowitym obrazie, który pomimo wyraźnej stylizacji wydaje się bardziej niż naturalny.


Kiedy pracowałam w warszawskim muzeum etnograficznym, często patrzyłam z uwagą na przedmioty wytworzone przez ludy zwane wtedy pozaeuropejskimi. Budziły ciekawość, zdumienie, czasem podziw, ale nie szukałam w nich piękna. Dopiero podczas pobytu w Nowym Meksyku zauważyłam doskonałość ceramiki wyrabianej przez Indian Pueblo. Zaczęłam doceniać szlachetność bryły, perfekcję motywów zdobniczych, naturalność kolorystyki. Mistrzowskie połączenie formy z funkcją. Nauczyło mnie to inaczej patrzeć na tubylcze dzieła, również w tamtejszych galeriach, pokazujących współczesne prace, które mogłyby się znaleźć w dowolnym muzeum sztuk pięknych.

 

Powyżej przedstawiłam ledwie dwie pary przykładów z bogatej kolekcji. Wybór był trudny, ale dobrze ilustruje zjawisko, które uważam za charakterystyczne dla współczesnej sztuki indiańskiej i fascynujące: odnajdywanie starego w nowym, mocne ogniwa łączące tradycyjny przekaz ze współczesnymi środkami wyrazu. Tancerz Mopopa, w bogatym w szczegóły stroju, zastygły w profilu, tylko uniesieniem nogi sugeruje ruch. Celem obrazu jest ilustracja, właściwie dokumentacja barwnego ceremonialnego stroju. Tancerz Howe’a wiruje w półobrocie nad ziemią, jak tancerze oglądani na powwow. Krawędzie, załamania rombów i trójkątów sugerują tradycyjny strój, a uniesione stopy i rozwiane pióra taneczny krok. Celem jest pokazanie dynamiki ruchu, prawdziwego życia tradycji. Obaj tancerze znakomicie się uzupełniają.

 

Wybrane fotografie również dopełniają się w podobny sposób, choć pochodzą z różnych części USA i z różnych kultur. Jeff Sousea, z serii portretów Lee Marmona, z lekko podniesioną brodą i przymkniętymi oczyma wygląda na człowieka zadowolonego ze swojego życia, gotowego każdemu, kto się do niego przysiądzie, opowiadać niestworzone rzeczy. Bardzo chciałabym usłyszeć od niego, jak smakuje to cygaro! To wzruszające zdjęcie wykonane dla ocalenia pamięci o pokoleniu noszącym w sobie dawne tradycje, a nieuchronnie odchodzącym w przeszłość. Magiczne zdjęcie Zoë Mariah Urness jest pełną ekspresji kreacją na temat miejsca tradycji we współczesnym świecie. Świadectwem przekonania, że jej żywotność, elastyczność i zakorzenienie w konkretnym pejzażu zatrzyma ją na zawsze dla wzmocnienia kolejnych pokoleń. Jest ilustracją wiary w siłę tradycji, która nie odchodzi tylko się zmienia.



Ewa Dżurak

Bibliotekarka akademicka w College of Staten Island, CUNY.  Antropolog kulturowy z wykształcenia i zamiłowania. Przełożyła kilka klasycznych dzieł antropologicznych na język polski, m.i. książkę Clifforda Geertza. Interesuje się kulturą rdzennych mieszkańców USA, a zwłaszcza współczesną literaturą pisarzy pochodzenia tubylczego.  Obecnie tłumaczy na polski książkę Leslie Marmon Silko Storyteller. Znajduje się w Zarządzie i prowadzi stronę internetową Polsko-Amerykańskiego Towarzystwa Etnograficznego.


Wystawa House Made of Dawn: Art by Native Americans 1880 – Now / "Dom utkany ze świtu: sztuka amerykańskich tubylców od 1880 do dziś" jest otwarta do 16 sierpnia 2026 r. w New York Historical, 170 Central Park West, Manhattan.

 

Comments


STAY CONNECTED

  • Facebook
  • Youtube
  • LinkedIn

NEW YORK CITY

POLISH THEATRE INSTITUTE IN THE USA,INC.| NON-PROFIT ORGANIZATION 501(C)(3)
©2024 POLISH THEATRE INSTITUTE IN THE USA

bottom of page