top of page

Tysiące kilometrów marszu

Updated: Apr 6


Ateński najemnik wspierający achemenidzkiego rycerza z Frygii Hellespontyńskiej atakującego greckiego psilosa. Sarkofag - scena walki (detal), początek IV w. p.n.e.



Wyprawa Cyrusa Ksenofonta*, czyli za moich studenckich czasów i w starym, trudnym do czytania tłumaczeniu – Anabaza. Kronikarska opowieść o nieudanej militarnej ekspedycji, ogromnym trudzie dawnych Greków, ich bohaterstwie, harcie ducha, przemyślności, walce i woli życia, uporczywym dążeniu do ojczyzny – jak Odyseusza do Itaki. Niebezpieczeństwo, przygoda, egzotyka – czego chcieć więcej?


Jest rok 401 p. n. e. Ponad 10 tys. greckich wojaków dotarło do Babilonu, gdzie doszło do decydującej bitwy mającej rozstrzygnąć spory dynastyczne dawnego perskiego imperium. Zbuntowany Cyrus pragnął siłą wydrzeć królestwo prawowitemu władcy. Zgromadził w tym celu potężną armię, w tym najemników z Grecji, awanturników i ryzykantów, żołnierzy zaciężnych, łowców przygód i złota. Śmiałków pradawnej profesji.


Walczyli dzielnie, ale Cyrus - ich wódz (i pracodawca) - zginął w tym starciu: „Ktoś silnie ugodził go włócznią pod oko. Rozpętał się wtedy bój (…) - zginął nie tylko sam Cyrus, ale i ośmiu jego najznakomitszych towarzyszy poległo przy nim.” (s.59)


Jean- Adrien Guignet (1816-1854), Épisode de la retraite des Dix-Mille, 1842. Louvre


Grekom nie pozostało nic innego, jak powrót do domu.


I o tej wędrówce powrotnej jest właśnie opowieść Ksenofonta – uczestnika szaleńczej wyprawy, żołnierza, polityka, pisarza, filozofa ze środowiska Sokratesa, i kronikarza. Nie medytuje, nie zastanawia się, nie rozpacza. Jest jednym z przywódców, musi zadbać o bezpieczny przemarsz tysięcy, jak się okaże, kilometrów przez trudny teren. Na razie Grecy mają tylko mętne pojęcie o tym, ile muszą przejść, jakie przeszkody ich czekają po drodze.


Początkowo bitni Grecy wzbudzili taki postrach w szeregach perskich, że choć wpierw, po zabiciu Cyrusa, żądano od nich poddania się, to jednak następnie zgodzono się na pomoc i na ich odwrót do domu w pełnym rynsztunku. Miano zapewnić im dostawy żywności, ułatwić przeprawy przez rzeki, służyć za przewodnika po nieznanych krajach. Był to oczywiście wybieg – Azjaci są „z natury” podstępni, wiarołomni; nie można ufać ich najgorętszym zapewnieniom. To uprzedzenie liczące sobie ponad 2,5 tysiąca lat. Zaraz po tych obietnicach pomocy zabito czołowych dowódców greckich, a oddziały żołnierzy zaczęto ścigać i nękać. I wtedy objawia się Ksenofont, Ateńczyk, jako jeden z mądrych, dzielnych przywódców z przypadku. Oto jego zarządzenie po objęciu dowództwa, dające wyobrażenie o ogromnym trudzie marszu Greków do ojczyzny:


Spalmy posiadane wozy, aby nie kierowały nami bydlęta i byśmy mogli obrać drogę najlepszą dla naszego wojska. Następnie spalmy i nasze namioty. One bowiem z kolei stanowią uciążliwy balast i w ogóle nie ułatwiają ani walki, ani zdobywania żywności. Ponadto uwolnijmy się od reszty zbędnego bagażu i zatrzymajmy jedynie te przedmioty, które służą do prowadzenia wojny lub do picia i jedzenia. Niech jak najwięcej z nas będzie pod bronią – jak najmniej niech nosi bagaż. (…) W razie klęski wszystko to staje się cudzą własnością, natomiast w razie zwycięstwa możemy uważać wrogów za naszych pachołków. (s.114)


Idą przez ogromny kraj, na wpół opustoszały, a jeżeli zamieszkały, to przez „pasożytów” – plemiona świetnie prosperujące tylko dlatego, że władca perski nie miał siły ich usunąć ze swej ziemi. Dziwny obszar – tereny dzisiejszego Iraku. Opustoszałe, zrujnowane, dawne świetne miasta Mezopotamii jak Niniwa i Ur. Ludne wsie. Grecy posuwają się na północ, wzdłuż Tygrysu. Na poły baśniowy dla nas dzisiaj, niemal nierealny świat. Tędy wędrował biblijny Abraham z Ur do Kanaanu. Tu Gilgamesz szukał nieśmiertelności. Tu wznoszono dumną wieżę Babel. Król Assurbanipal polował na lwy. Mityczne skrzydlate byki strzegły wyniosłych pałaców i świątyń. Wyobraźnia czytelnika karmiona opowieściami z tysiąca i jednej nocy upiększa i uwzniośla te ziemie tajemniczego Orientu, magii, mędrców, herosów, pięknych kobiet, zapachu kadzidła.


Ksenofont stoi twardo na ziemi. Jego rzeczywistość to 10-tysięczny oddział: Grecy + ciury obozowe. Było wśród nich, jak wspomina, także i sporo markietanek. Musi tę całą czeredę przeprowadzić bezpiecznie do morza. Idą przez wrogie ziemie. Wkraczają już jakby na tereny niczyje. Niby należą do Persji, ale rządzą tu osobne plemiona, wrogo nastawione do Greków. Postępują w ślad za nimi w pełnym uzbrojeniu, zastawiają zasadzki, nękają z wszystkich stron. Grecy forsownym marszem poruszają się do przodu i jednocześnie ciągle muszą mieć się na baczności, walczyć. Ponadto przyszła zima, oddziały pokonują góry. Wysokie, skoro z jednego ze szczytów dojrzeli w oddali morze (Czarne). Głęboki śnieg, mróz, głód, ludzie chorują z zimna, z braku jedzenia, tracą nadzieję, umierają. Wreszcie dotarli na brzeg morski do miast – kolonii greckich. Stąd chcą płynąć statkami do kraju. Wszyscy mają dosyć marszu.


Im bliżej Grecji (Troada, Bitynia, Tracja), tym większe zamieszanie w oddziałach. Rozłam. Gdy szli przez cudzoziemskie, wrogie tereny („barbarzyńskie”), trzymali się razem. Byli karni, zdyscyplinowani. Po dotarciu do greckich miast zaczęły się niesnaski, podziały, szukanie najkorzystniejszego ustawienia się na przyszłość. Kłótnie wybuchły z całą siłą - o przywództwo, o pieniądze, o wpływy. Rozpad jedności wraz z poczuciem pewności siebie. Górę biorą drobne sprawy, przyziemne interesy, osobiste sympatie i animozje.


Czy to historia o dawnej awanturze militarnej czy też o stałych ludzkich cechach? Aktualna tak samo teraz, jak i kiedyś. Czy Ksenofont relacjonuje losy wyprawy Cyrusa, czy też pisze o wielkości i małości ludzkiej? O godności i podłości - jednocześnie, w tych samych osobach, w zależności od okoliczności. Czy relacjonuje przebieg wydarzeń, a może pisze epos przygodowy prozą? Konkretną historyczną relację, a zarazem uniwersalną opowieść.


Ksenofont, Wyprawa Cyrusa. Przekład Władysław Madyda. Czytelnik 2001.




Thálatta! Thálatta! (po grecku Θάλαττα! θάλαττα! — "Morze! Morze!") Doszli do góry, która nazywała się Teches. Skoro czołówka wyszła na szczyt i ujrzała morze, powstał wielki krzyk. Słysząc to Ksenofont i żołnierze straży tylnej przypuszczali, że inni wrogowie zaatakowali ich na przodzie. Za nimi bowiem szli nieprzyjaciele z niszczonej ogniem okolicy; straż tylna urządziwszy zasadzkę kilku z nich zabiła, a innych wzięła do niewoli; zdobyła też około dwudziestu tarcz plecionych, pokrytych surowymi, włochatymi skórami wołu. Krzyk stawał się coraz większy i bliższy. Oddziały, które stopniowo nadchodziły, zaczęły biec co sił ku tamtym na górze, którzy ciągle krzyczeli. Kiedy krzyk coraz bardziej potężniał, w miarę jak rosła ich liczba, Ksenofont zrozumiał, że stało się coś niezwykłego. Dosiadł więc konia, dobrał sobie Lykiosa i jeźdźców i ruszył na pomoc. Rychło usłyszeli żołnierzy wołających: Morze! Morze! — i podających sobie z ust do ust to słowo.


 

* Ksenofont urodzony ok. 430 r. p. n. e. w ateńskiej rodzinie arystokratycznej. Ważnym wydarzeniem młodości, o której niewiele wiemy, było spotkanie Sokratesa i jego grupy uczniów. Filozofia jednak nie była jego powołaniem – w 401 r. skorzystał z okazji, by wziąć udział w kampanii militarnej Cyrusa, pretendenta do tronu Persji. Ta właśnie niefortunna wyprawa w latach 401-399 stała się tematem książki Ksenofonta. Nie wrócił jednak do Aten, ale pozostał w Sparcie, nawet gdy Ateńczycy odwołali dekret o wygnaniu go z miasta. Zmarł ok. 350 r. p. n. e.




Czesław Karkowski – dziennikarz, filozof, autor, także tłumacz. Ponad 20 lat w „Nowym Dzienniku”, równolegle – prawie 30 lat nauczyciel akademicki w Mercy College i Hunter College.

97 views1 comment

Recent Posts

See All

1 comentario


rostrop
rostrop
17 oct 2023

Świetny tekst pana Czesława!

Me gusta
bottom of page