Norwid, AI i baśń
Przesyłka z Sadyby warszawskiej: poezja i proza prêt-à-porter (kolekcja jesienna).

Czasy są trudne, staje przed nami niełatwy wybór: czy AI uznać mamy za Szatana czy za Cesarza. Papież Leon pisze, że AI jest naszym środowiskiem i naszą władzą, więc może jeszcze nie jesteśmy w Piekle, ale po prostu w Cesarstwie AI. Nie wyciągam z tego pochopnych wniosków, bo moi bliźni się do tego nie kwapią – kochają się, jedzą i piją, produkują, sprzedają, kupują, podróżują i komentują. Ja, jako pisarz – piszę.
Proza to żywioł, a poezja? Ośmielę się napisać, że poezja ma w sobie kobiecość – jest tajemnicza, potrafi szeptać, ma dar rozmowy, zna potęgę krzyku. Spotkanie z nią może przynieść zachwyt, zawsze uruchamia wyobraźnię. I tyle, aby pisać więcej, musiałbym mieć trochę solidnej wiedzy humanistycznej.
Zwrócę się więc ku konkretnym utworom poetyckim. Ku wierszowi, który miał premierę na jednym z obiadów czwartkowych u króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Wiersz napisał biskup, poeta i polityk Ignacy Krasicki. „Hymn do miłości ojczyzny” uchodzi za pierwszy wiersz patriotyczny doby rozbiorowej, w licznych sytuacjach pełnił funkcję hymnu narodowego. Dziś za swój hymn uważają go podchorąży, a kilka szkół stopnia licealnego uznało go za hymny szkolne. Należę do wymierającego pokolenia Polaków, które ze znajomością tego wiersza wychodziło z domu, tak jak ze znajomością pacierza i daty bitwy pod Grunwaldem. Przypomnę ten tekst:
Święta miłości kochanej Ojczyzny,
Czują Cię tylko umysły poczciwe!
Dla ciebie zjadłe smakują trucizny,
Dla ciebie więzy, pęta nie zelżywe.
Kształcisz kalectwo przez chwalebne blizny,
Gnieździsz w umyśle rozkoszy prawdziwe.
Byle cię można wspomóc, byle wspierać,
Nie żal żyć w nędzy, nie żal i umierać.
Ostatnio, przygotowując się do jakiegoś publicznego wystąpienia, trafiłem niespodziewanie na drugą zwrotkę wiersza Ignacego Krasickiego, zapomnianą i pomijaną. A ona – również warta jest przypomnienia i paru słów komentarza. Bo jest o wolności.
Wolności! której dobra nie docieka
Gmin jarzma zwykły, nikczemny i podły,
Cecho dusz wielkich! ozdobo człowieka,
Strumieniu boski, cnót zaszczycon źródły!
Tyś tarczą twoich Polaków od wieka,
Z ciebie się pasmem szczęścia nasze wiodły.
Większaś nad przemoc! – A kto ciebie godny
Pokruszył jarzma, albo padł swobodny.
To już nie jest hymn do miłości Ojczyzny – to pochwała wolności. Zawarta w niej wykładnia znaczenia słowa wolność objawia nader istotny splot pojęć. Niektóre wiązania są oczywiste – wolność jest pokazana jako warunek ludzkiej godności, a jednocześnie jako siła, która góruje ponad przemocą. ”Większaś niż przemoc!”. Jednocześnie da się wysnuć z tekstu przekonanie o pewnej elitarności. Aby być wolnym prawdziwie, trzeba wielkiego ducha. Co więcej, mamy tu wyraźne powiązanie umiłowania wolności z praktykowaniem cnót, w domyśle – cnót obywatelskich. Tu witam z radością biskupa-poetę jako sojusznika. Od lat cierpliwie próbuję odebrać złudzenia tym, którzy mniemają, że można praktykować wolność i demokrację ignorując podstawowe cnoty obywatelskie jak uprzejmość, prawdomówność, punktualność, zwięzłość mowy, poczucie humoru i tak dalej.
Nie sądzę, aby kompromitowała tę zwrotkę wzmianka o gminie, który przywykł do jarzma niewoli, i dlatego ów gmin nie interesuje się wartością bycia wolnym, staje się nikczemny i podły. Gdy dziś szukam analogii, gdy pytam, kto dziś jest takim „gminem”, nie myślę o tych, których okoliczności życia pozbawiły wolności. Nikogo nie chciałbym nazwać nikczemnym i podłym, ale jakich określeń użyć wobec tych, którzy oddają wolność swoich decyzji maszynkom napędzanym przez AI? Gminem nie znającym wartości wolności są ci, którzy poddali się konstruktom algorytmów, imperatywom rynku i sloganom polityki. Czy stają się oni nikczemni i podli?
To pytanie skłania mnie, aby przypomnieć Państwu tekst poety o epokę późniejszego, Cypriana Kamila Norwida. To parę zwrotek wyciętych z utworu „W pamiętniku”, któremu poeta dał podtytuł: z prologu do fantazyi „Za kulisami -”. Znalazłem ten wiersz w zbiorze Wybór poezyj wydanym we Lwowie w 1908 roku nakładem Księgarni Polskiej B. Połonieckiego. Dla Warszawy książki te zamawiała firma E. Wende i ska (panowie T. Hiż i A. Turkuł). Przytoczę tu drugą część utworu, która bardzo celnie opisuje fenomen AI. Cytuję:
Lecz pytasz: „ówdzie, co tak wielce trudzi,
i które z bliskich spotkałem postaci?-„
Tam braci nie ma, ni bliźnich, ni ludzi,
Tam tylko studia nad sercami braci!...
Tam uczuć nie ma, tylko ich sprężyny
Zdające z siebie wzajemny rachunek
Do nieużytej podobne machiny,
Puszczonej w obieg przez pęd lub trafunek.
Tam celów nie ma, lecz same rutyny
Pozardzewiałe - i nie ma tam wieków -
Dni - nocy - epok - tam tylko godziny
Biją jak tępych utwierdzanie ćwieków.
Nieokreślone pierwej liczbą stałą,
Lecz fatalności pchnięte raz ostrogą,
Nie znaczą wcale co? kiedy? się działo
W godzinę, wybić liczby jej, nie mogą!
Kiedym te wiersze przeczytał, to po prostu „pchnięty ostrogą fatalności” uświadomiłem sobie, że Norwid głęboko przeczuł sytuację, w której mechanizmy zajmują się nie ludźmi, a ich rynkowymi zachowaniami: „Tam tylko studia nad sercami braci!.. ignorując istotę człowieczeństwa: „Tam braci nie ma, ni bliźnich, ni ludzi”… Gdy czytam: „Pozardzewiałe rutyny” wiem, że chodzi o algorytmy, o ich brak wrażliwości na kontekst historyczny, na czas przeżywany przez człowieka, cytuję: „nie ma tam wieków - /Dni - nocy - epok - tam tylko godziny/Biją jak tępych utwierdzanie ćwieków.”
W profetycznej wizji poety odnaleźć musiałem przenikliwość niektórych sformułowań encykliki Magnifca Humanitas Papieża Leona XIV. Jakby odpowiadając naiwnym plotącym, że AI to „tylko kolejne narzędzie w naszym ręku”. pisze Papież, w punkcie 110 dokumentu: „Sztuczna inteligencja jest już środowiskiem, w którym jesteśmy zanużeni, i władzą, z którą musimy się liczyć. Dlatego nie wystarczy jej regulować, trzeba ją rozbroić […] Rozbroić to nie znaczy wyrzec się technologii, lecz nie pozwolić, by zapanowała nad tym, co ludzkie.”
Wobec wieści płynących z imperatorskich salonów Wschodu i Zachodu, dziś bardzo trudno mieć nadzieję, że polityka „do nieużytej podobna machiny” nie narobi nam kłopotów, Otwarcie słyszymy zapewnienia, że kto zwycięży w wyścigu do superinteligencji, ten wygra wszystko. Trudno się nie domyśleć, kto przegra, gdy zwycięzca zapyta AI – co ja mam zrobić ze zwycięstwem.
Dość długo zatrzymywałem Państwa uwagę na wnioskach dwu poetyckich lektur. Niewiele zostało czasu na prozę, a ja już dziś chciałbym Państwu odpowiedzieć na pytanie: Czy proza eksperymentalna jest jeszcze możliwa?
Na wstępie porównałem poezję do kobiety. A tu całkiem inaczej: Proza to żywioł. My, pisarze. ujarzmiamy go, tak jak technicy ujarzmiają żywioł powietrza stawiając turbiny i
projektując wentylatory. Ci technicy nie łudzą się, że tajfuny i trąby powietrzne będą im posłuszne. Tak jak pisarze nie mogą prognozować arcydzieł.
Proza to żywioł, a wobec żywiołu zalecana jest ostrożność. Wiem, bo ja sam ponoszę skutki nieostrożności. Moja sytuacja pisarska jest dość klarowna: Powieść społeczna „Obietnica bezdroży” gotowa, niech się troszczą o nią wydawcy, potem czytelnicy i krytyka. Po zakończeniu pracy nad tą książką byłem nieostrożny i żywioł prozy porwał mnie teraz w stronę eksperymentu. Założenie laboratoryjne mam proste: pozostając w sferze „towaru kulturowego” iść na całego w stronę przeciwną, niż idzie literatura faktu, proza realistyczna, książki gatunkowe. Nie tracąc zainteresowania Czytelników, podtrzymując rozmowę z nimi – zaprosić ich do świata całkiem zmyślonego, dać im życiowe wytchnienie w ogrodach nierzeczywistości. Tak mi się teraz pisze moja następna książka-baśń, zaproszenie do podróży w niebyłe światy.

Piotr Wojciechowski (ur. 1938 r.) – taternik, narciarz i grotołaz, jest poetą, prozaikiem i rysownikiem. Debiutował w 1967 roku książką „Kamienne pszczoły”, która stała się powieścią kultową. Od tego czasu opublikował wiele książek, m.in. tłumaczoną na liczne języki powieść „Czaszka w czaszce” (1984) i jej kontynuację „Zły wiatr”, a także parę tomów poezji. Ostatnio zamknął swoje osobiste rachunki z górami w tomie „Kartki holnym potargane; z kronik Podhalańskiej Akademii Wiedzy”. Zbiór „Przebierańcy i przechodnie. Opowiadania warszawskie” (2020) zdobył dla autora honorowy tytuł: Warszawski twórca.

„To nie jest zwykły zbiór opowiadań, to ewenement w skali literatury polskiej – powieść w opowiadaniach” – tak o książce powiedział Janusz Drzewucki, przewodniczący jury Nagrody Literackiej m.st. Warszawy. „Przyznając tę nagrodę chcemy zaznaczyć, że jest wybitnym poetą i znakomitym obywatelem naszego miasta, Warszawy”.
Poezja w kadrze: Piotr Wojciechowski: https://youtu.be/pQFO33xTf9k?si=NWIBLUbffc88uyPd
Dla naszych czytelników we Wrocławiu (hello, Julito!), załączamy też informację o spotkaniu autorskim z Piotrem Wojciechowskim 18 października we Wrocławskim Klubie Wysokogórskim, które poprowadzi grotołaz, dziennikarz i fotograf Aureliusz M. Pędziwol:






Piotrze Kochany, absolutnie bez pudla!
A bitwa pod Grunwaldem? Masz racje: to jest data wyryta w pamieci: rok 1410...
Iwa Momatiuk