top of page

Czy Bóg ma adres?

Wiersz to płonący krzak, zjawa, sowa śnieżna. Wiersz to szeptucha. Rentgen duszy.

 

Przypomina mi się wiersz Frederico García Lorki "Przygody ślimaka". Otóż ten ślimak spotyka mrówki. Jedna z nich odłącza się od stada, wchodzi na drzewo i widzi "oczy nieba". Po czym nie może już zejść z drzewa i wrócić do swoich. Ślimak we wierszu pyta się później tej mrówki, co to są gwiazdy, a ona odpowiada: "Światła, które nosimy w sobie".  Wiersze to światła, które nosimy w sobie.

 

Wiara dzisiaj, że poezja może zahaczać o tajemnice a nawet nieskończoność, trąci myszką i brzmi patetycznie. Wielu poetów twierdzi, że nie ma nic poza językiem. Ja jednak wierzę, że w procesie twórczym czasem zdarza się coś takiego, co Miłosz nazywał "daimonionem." Bywają takie momenty w pisaniu, ale także w lekturze wierszy, gdy docieramy tam, gdzie się nam nawet nie śniło. Gniazdujemy ze zmarłymi. Utulamy dybuki. Oddajemy głos tym, co nie mają głosu.

 

Pisanie wierszy to szamotanina, to via negativa. Wiersze to nauka mówienia, zmagania duchowe. Słowa nie przystają. Ścieżka bywa kręta; stąd labirynty obrazów, nakładanie się znaczeń, przebijanie słowami lub ciszą murów tajemnicy.

Być może poezja to nie jest jeszcze gatunek zagrożony wyginięciem, ale lektura wierszy to wymierająca sztuka, bo wymaga czasu, skupienia i uwagi. Lektura wierszy to antidotum na media społecznościowe: przywraca nas z powrotem do życia wewnętrznego. Maszyny i postęp technologiczny uczą nas behawioryzmu i oddalają od naszych wnętrz. Jesteśmy wygnani w najgorszym sensie, z samego naszego rdzenia, z życia wewnętrznego, lecz nawet o tym nie wiemy, bo algorytmy mediów stłumiają naszą świadomość samotności. O tej ludzkiej kondycji wygnania (i samo-wygnania) pisze w swoim wierszu „Dusza” Adam Zagajewski: Wiemy - a raczej tak nam powiedziano -/że nie ma cię wcale, nigdzie./ A jednak wciąż słyszymy twój zmęczony głos/ - w echu i w skardze i w listach, które pisze/ do nas z greckiej pustyni Antygona.

Poezja delikatnie przypomina nam o istnieniu duszy – bez napraszania się. Zamiast opium mediów społecznościowych, ofiarowuje zagadki i olśnienia, łzy ale i radość, piękno. Zmusza do myślenia, do zatrzymania się, do kontemplacji. Wiersze przywołują nas do ciszy, do siebie, do dobrej samotności. Zwracają nam zdolność do zdumienia. Zwracają nam wolność.

Tutaj kilka moich wierszy, z różnych tomików, które pisałam po angielsku, oraz ich wersje polskie, w tłumaczeniu Artura Grabowskiego.

 

 

NON-MIGRANTS’ QUESTIONS

 

What can you do, migrants? Calcified birds.

You perch on the trees at night. 

You wear painted masks of scarabs. You have beaks.

You cast your nests. You pine on trees.

You needle. You roam the woods.

You wade through the freeze.

You come in a veil. You wait under a black chador.

You churn up grains, tides, whispers—

Your feet, dark banished nests, stitched wings of—

You perch in a fog. You sit on the camphor tree. 

On a branch, on invisible stretchers. On a log, you pound.

It is a drumming station. On a log you pound your wings

until the dogwood hears.

You jump out of mouths with clumps of green.

With forsythia. You jump out of doorknobs.

You feather the chairs. Swallows exclaim the air.

Your feet—a precipice. Throat tips, ink stained. Miraculous

displacement –

Whisper the cliffs. Pound wings until the whole forest hears

until the logs spark into lumens.

 

 

PYTANIA OD TYCH, KTÓRZY NIE MIGRUJĄ

 

Co możecie zrobić, migranci? Zwapniałe ptaki.

Nocą siadacie na drzewach.

Nosicie malowane maski skarabeuszy. Macie dzioby.

Porzucacie gniazda. Tęsknicie za drzewami.

Dokuczacie. Włóczycie się po lesie.

Brniecie przez mróz.

Nosicie welony. Czaicie się pod czarnym czadorem.

Trzymacie z ziarnami, pływami, szeptami -

te wasze stopy, ciemne opuszczone gniazda, te zszyte skrzydła -

siedzicie we mgle. Siedzicie na drzewie kamforowym.

Na gałęzi, na niewidzialnych noszach. Walicie w kłodę.

Czy to jakaś perkusja? Walicie w kłodę skrzydłami,

aż usłyszą leszczyny.

Wyskakujecie z dziury z kępami zieleni w dziobkach.

Z forsycją. Zeskakujecie z klamek.

Wyściełacie krzesła pierzem. Jaskółki wrzeszczą w powietrzu.

Wasze stopy - czeluść. Podgarla poplamione atramentem. Cudowne

przemieszczenie - szept klifów.

Walcie skrzydłami aż cały las was usłyszy,

aż kłody staną w światłości.

 

Z tomu Of Annunciations (Zwiastowania)

 

Czy Bóg ma adres? Ewa Chruściel

 

 

does dwelling                                          occur                                    in the box

 

A man is insofar as he dwells. I’ve been busy watching aspens. They depend on a disturbance - mainly fire - for regeneration. Yet they display wounds very clearly. Anything carved into them heals into black scars, recording the event. The clothes I liked the most would disappear. I had to lock my wardrobe. Anything I liked too much was under suspicion. When she discovered my wardrobe was closed, she thought there were drugs inside. I was her biggest cat. In a basket case. In storms I close the windows. Dwelling - Old English dwalde - go astray, err, wander. Lord God! Ivory-billed woodpecker is back. The land that runs barefoot. Rather we always go through spaces such that we experience them as near and remote. What if this place is not a matter of arbitrary placing? Horror vacui. The fear of empty mind is really the same fear. Does God have the address? Is it also a box that God has? My dad bought himself a mountain.  A hill, rather, but whenever I speak of him, my imagination turns. He produces honey there. He’s a bee-master. For bees he is a very cosmonaut with his out-of-the-blue accordion. Or he is a minister and his pipe is an incense. Bees, like Pythias, offer him bows. On Valentines you borrowed a tulip. Did it have thirteen petals? Signs were discernible in their silence. Until they disassembled. Did we unscrew mystery?   

 

 

czy w pudełku                                   da się                                      zamieszkać

 

Człowiek sięga dotąd, dokąd zamieszkuje. Oddawałam się obserwowaniu osik. Są zależne od drżenia – zazwyczaj płomienia – by się zregenerować. Jawnie jednak eksponują rany. Cokolwiek wyryje się w ich korze, goi się w czarne blizny, zostaje ślad wydarzenia. Moje ulubione ciuchy tajemniczo znikały. Musiałam zamknąć szafę na klucz. To, co za bardzo polubiłam, stawało się podejrzane. Kiedy mama odkryła, że ​​zamknęłam szafę, pomyślała, że ​​są w niej narkotyki. Byłam jej największym kotem. W wiklinowej klatce. W czasie burzy zamykam okna. Zamieszkiwanie - staroangielskie dwalde - znaczy „błądzić”, err, wędrować bez celu. Panie Boże! Dzięcioł białodzioby powrócił. Pola biegną na bosaka. Przemierzając przestrzenie, prawie zawsze doświadczamy ich jako zarazem bliskich i odległych. A, co jeśli dane miejsce, to tylko dowolne umiejscowienie? Horror vacui. Strach przed pustką umysłu jest naprawdę tym samym strachem. Czy Bóg ma adres? Czy to tylko Jego pudełko? Tata kupił sobie górę. Raczej wzgórze, ale ilekroć o nim mówię, moja wyobraźnia się odwraca. Robi tam miód. Jest pszczelarzem. Z tym swoim jak-z-nieba-spadłym akordeonem dla pszczół musi być prawdziwym kosmonautą. Albo kapłanem, a jego fajka kadzidłem. Pszczoły, jak Pytie, składają mu pokłony. Na Walentynki pożyczyłeś tulipana. Czy miał trzynaście płatków? Znaki znaczyły w milczeniu. Dopóki się nie rozpadły. Czyżbyśmy rozkręcili tajemnicę?

 

Z tomu Strata (Warstwy)

 

 

 

CONRABAND OF HOOPOE

 

Can you feel the apparition? The hoopoe’s wings beat under my blouse. The sound udud udud udud is tearing from my nipples: Pagan pole dancing, my breasts have Turret’s syndrome. My breasts are in flux as if singing church hymns kneeling down, standing up, kneeling down.  I have to stop and soothe them with new lullabies.

The hoopoe is the dybbuk messenger chattering under my bra. This action is not unprecedented. King Solomon sent the hoopoe across the oceans to the Queen of Sheba to urge her with religion. Pliny said nothing about the hoopoe. On the other hand, Kircher in his Collegio Romano had a hoopoe in his collection of skeletons among bones of eagles, magpies, thrushes, and a Brazilian monkey.

My valley of deprivation, my cloud of unknowing, pray for me Upupa epops. Convert me back to wonder. Cure my heart of such morbid desires to come home. It is you who take me across ocean, just as he once took all the world’s birds on a pilgrimage to Simurgh. To a new land where jays are not jaded and finches do not fling seeds at small children.

When I cross the border, I start hiccupping. The officer stares at my nipples. I carry wonder inside me. I bring abundance. I stir the wings within him.

 

 

KONTRABANDA DUDKA

 

Czy czujesz widmo? Skrzydła dudka biją pod moją bluzką. Dźwięk udud udud udud wyrywa się z moich sutków: pogańskie tańce na rurze, moje piersi mają syndrom Turreta. Poruszają się jakbym śpiewała kościelne hymny, klęcząc, stojąc, klęcząc. Muszę się zatrzymać i uspokoić je nowymi kołysankami.

Dudek, posłaniec dybuka, szczebiocze pod moim stanikiem. I nie ma w tym nic szczególnego. Król Salomon wysłał dudka przez oceany do królowej Saby, aby skłonić ją do przyjęcia jego religii. Pliniusz o dudku nie wspomina. Z drugiej strony, Kircher trzymał dudka w Collegio Romano, swojej kolekcji szkieletów, wśród kości orłów, srok, drozdów i brazylijskiej małpy.

Moja dolino zatraty, moja chmuro niewiedzy i ty, Upupa Epops, módlcie się za mnie. Nawróćcie mnie znowu na zachwyt. Uleczcie moje serce z chorobliwego pragnienia powrotu do domu. To ty, Dudku, zabierasz mnie w drogę przez ocean, tak jak Simurgh zabrał kiedyś wszystkie ptaki świata na pielgrzymkę do świętego miejsca. Do nowej krainy, gdzie sójki się nie nudzą, a zięby nie rzucają nasionami w dzieci.

Kiedy przekraczam granicę, zaczynam czkać. Celnik gapi się na moje sutki. Noszę w sobie zachwyt. Przynoszę obfitość. Poruszam skrzydłami w jego wnętrzu.

 

 

 

***

Smuggling is translation. Between a subject and an object. Between an idea and reality. Between reality and a shadow. Between a pronoun and an imperative. It is – for those who are unable to let go – nesting in two places at once. It is a yearning for bilocation. Some Christians were adept at it. St. Anthony of Padua, St. Ambrose of Milan, St. Severus of Ravenna, and Padre Pio of Italy. Both translation and smuggling come from longing for presence. From a loss. They speak of insufficiency of one life, one language. Yet insufficiency to express what is ineffable saves us from idolatry.

 

 

***

Przemyt to przekład. Między podmiotem a przedmiotem. Między ideą a realnością. Między realnością a cieniem. Między zaimkiem a rozkaźnikiem. Tym, którzy nie mogą się puścić, pozwala zagnieździć się w dwóch miejscach naraz. To tęsknota za bilokacją. Byli w tym biegli niektórzy chrześcijanie: Św. Antoni z Padwy, św. Ambroży z Mediolanu, św. Sewer z Rawenny, i Padre Pio z Włoch. Przekład i przemyt jednako wynikają z tęsknoty za obecnością. Ze straty. Mówią o niewystarczalności jednego życia, jednego języka. A niewystarczalność wyrażania tego, co niewyrażalne, ratuje nas przed bałwochwalstwem.

 

Z tomu Contraband of Hoopoe


 

Czy Bóg ma adres? Ewa Chruściel

 



HISTORY OF (A GOLDFINCH’S MADNESS)

 

Turkish smugglers caught him in the wildand trapped him in a veiled cage,hung in a cafe.

Deprived of light,the goldfinch mourned, his songa prayer of lament. Sorrow breeds melodies.

Pipe smoke wafted through the room. The men meditated; they puffed nostalgic ringsinto the air. The goldfinches’ plaintive song lingered and soared, towards mates and meadows.

What will light up these darkened souls?We perfect our yearning in death.For the lack of a God, we distill visions from tiny throats.

 

 

HISTORIA SZALEŃSTWA (SZCZYGŁA)

 

Tureccy przemytnicy złapali go na wolności

i uwięzili w zakrytej klatce,

wiszącej w kawiarni.

Pozbawiony światła,

szczygieł lamentował, wyśpiewywał

modlitewny tren. Smutek rodzi melodie.

Dym z fajki snuł się po pokoju.

Mężczyźni medytowali, wypuszczali nostalgiczne

kręgi w powietrze. Żałobna pieśń szczygła

zawisła nad nimi, a potem poszybowała

w stronę dawnych sąsiadów, na łąki.

Co rozświetli mroczne dusze?

Ćwiczymy tęsknotę w śmierci.

Z braku Boga destylujemy wizje

z maleńkich gardeł.

 

 

***

A poem is a snowy owl. A vesper of dunes, a mystic of plumage. Follow its curve. Not a liturgy; rather, an auspicious crochet. Polar opposites: whiter than snow, spangled and streaked with black hieroglyphs, as if wings in flight.

It is a sacrament of dunes. It is not through our will that we receive. We must unearth ourselves. From beyond the dunes, the grass, the grace comes. We are left with maps, divinations, unanswered prayers. The burning bush, the apparition, a giant in a solitary field. The path is often twisted; it moves through labyrinths of negatives, misleading tropes, metonymies.

A snowy owl resides in a slippage. Momentarily, it glows on the shore. It contorts, throws up a pellet.


The poem, still angular with the bones of experience.  

 

 

***

Wiersz to sowa śnieżna. Nieszpory wydm, mistyka upierzenia. Podążaj za nią po półokręgu. To nie liturgia; raczej misterny ruch szydełka. Biegunowe przeciwieństwa: bielsze od śniegu usiane smugami czarnych hieroglifów, niczym skrzydła na tle nieba.

 

To sakrament wydm. A otrzymujemy go nie z własnej woli. Musimy uwolnić się od ziemi. Spoza wydm, z trawy, przychodzi łaska. Pozostają nam mapy, wróżby, modlitwy bez odpowiedzi. Płonący krzak, zjawa, olbrzym na opustoszałym polu. Ścieżka bywa kręta; biegnie labiryntami zaprzeczeń, mylnych tropów, metonimii.

 

Sowa śnieżna cała jest ślizgowym lotem. Przez chwilę świeci na brzegu. Przekrzywia głowę, wyrzuca kulkę.

 

Wiersz, wciąż kanciasty, z kościami doświadczenia.

 

Z tomu Yours, Purple Gallinule

 


Czy Bóg ma adres? Ewa Chruściel

 


Zdjęcia Ewa Chruściel

 

 

Strata (Warstwy) (Emergency Press, 2011/ Omnidawn, 2018)

Contraband of Hoopoe (Kontrabanda dudka) (Omnidawn, 2014)

Of Annunciations (Zwiastowania) (Omnidawn, 2017)

Yours, Purple Gallinule (Z uszanowaniem, purpurowy Gallinule) (Omnidawn, 2022)

 

 

 

Ewa Chruściel jest absolwentką Filologii Angielskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie oraz Illinois State University w Norman, Illinois. Uczy, pisze wiersze po polsku i po angielsku oraz tłumaczy literaturę anglojęzyczną. Po polsku zadebiutowała tomikiem wierszy „Furkot” w 2003 r. Tomik prozy poetyckiej po angielsku, zatytułowany Strata, ukazał się w 2011 r.; zdobył pierwsze miejsce na międzynarodowym konkursie Emergency Press. Jej wiersze publikowane były w pismach polskich (m.in. Zeszyty Literackie, Topos, Odra) oraz zagranicznych (Boston Review, Mandorla, American Letters and Commentary, Adirondack Review), jak też w antologiach, m.in. ALONE TOGETHER: Love, Grief, and Comfort During the Time of COVID-19 i Scattering the Dark. Anthology of Polish Women. Jej druga książka po angielsku Contraband of Hoopoe otrzymała znakomite recenzje, była nauczana na takich uczelniach jak Harvard i University of Wisconsin, i została przetłumaczona na włoski (Contrabando di Upupe, w tłumaczeniu Anny Aresi, 2019).


Zdj. Michael Seamans
Zdj. Michael Seamans

Chruściel uczy literaturę i pisanie twórcze w Colby-Sawyer College w New Hampshire. W kwietniu 2023 otrzymała nagrodę pedagogiczną Marion and Jasper Whiting Foundation.

 

O jej twórczości pisała obszernie wybitna poetka amerykańska, laureatka Pulitzera, Jorie Graham na łamach „Boston Review”: https://www.bostonreview.net/articles/ewa-chrusciel-poets-sampler/

 

Recenzja z multimedialnej opery Ellis o emigrantach (2021), do której Chruściel napisała libretto, ukazała się w Boston Musical Intelligencer: “Stars Carry Our Waiting Into a Story.”


Comments


STAY CONNECTED

  • Facebook
  • YouTube

NEW YORK CITY

POLISH THEATRE INSTITUTE IN THE USA,INC.| NON-PROFIT ORGANIZATION 501(C)(3)
©2024 POLISH THEATRE INSTITUTE IN THE USA

bottom of page