top of page

Krakowskie peregrynacje Bobkowskiego czyli miłe złego początki

Updated: Jan 24, 2023


Widok z Parku Dębnickiego na kościół i klasztor norbertynek



Kraków, most Dębnicki, wrzesień 1928 roku. Chłopak, który jedzie na rowerze na drugą stronę Wisły jest wysoki, ma zaczesane do tyłu blond włosy i wydatną dolną szczękę.

Tak go widzę i wyobrażam sobie, że niechętnie zmierza do szkoły – słynnego krakowskiego klasycznego gimnazjum im. Bartłomieja Nowodworskiego, mieszczącego się na placu Na Groblach, w pobliżu Wawelu. Chłopak ma 15 lat, nazywa się Andrzej Bobkowski, w rodzinie wołają go z litewska Dziuk (od Andziuk). Od lata tego roku mieszka z rodzicami przy ul. Konfederackiej, w dzielnicy Dębniki, na prawym brzegu Wisły.


*

Od początku zatem.... W drugiej połowie lat 80. studiowałam filologię polską na Uniwersytecie Jagiellońskim. Choć PRL chylił się już ku upadkowi, żaden z wykładowców literatury współczesnej nawet się nie zająknął o istnieniu pisarza Andrzeja Bobkowskiego. Zresztą cała literatura emigracyjna, Jerzy Giedroyc, paryska „Kultura”, londyńskie „Wiadomości” były traktowane jak zakazane rejony. Takie czasy, słusznie minione.


Trzeba mi było dopiero kilka lat później przyjechać do Nowego Jorku i wylądować na Greenpoincie, w zamkniętej już niestety Księgarni Literackiej, by Bobkowski wreszcie zaistniał w mojej świadomości – w postaci poleconych mi przez właściciela księgarni, Andrzeja Szymanika, Szkiców piórkiem. Oniemiałam. I od tamtego czasu, twórczość Bobkowskiego towarzyszy mi nieprzerwanie, już blisko 30 lat. Wracam regularnie do jego opowiadań i listów. Bardzo również cenię sobie fakt, że miałam okazję zobaczyć rękopis Szkiców w Polskim Instytucie Naukowym (Polish Institute of Arts and Sciences of America, PIASA) na E. 30 St. na Manhattanie.

Nie tak dawno temu dowiedziałam się, że kilka szkolnych lat, do matury w 1933 r., Bobkowski spędził w moim rodzinnym Krakowie. A w 1938 r. wziął ślub z ukochaną Basią Birtusówną w mojej rodzimej parafii św. Szczepana na Krowodrzy. Pisarz miał u mnie swoje przypływy i odpływy, ale wrócił ze zdwojoną siłą, kiedy zostałam zaproszona do Projektu Bobkowski.


*

W październiku 2013 roku na Uniwersytecie Jagiellońskim odbyła się międzynarodowa sesja naukowa z okazji stulecia urodzin pisarza. Wygłoszone podczas niej referaty zebrano i opublikowano w Bibliotece „Więzi” pod tytułem Andrzej Bobkowski wielokrotnie. I tam przeczytałam obszerny esej Joanny Podolskiej „Krakowskimi ścieżkami Andrzeja Bobkowskiego”. Kawałki układanki wpadły we właściwe miejsca, Dziuk mi się zmaterializował w Krakowie, a ja w myślach snułam się – prawie sto lat później – po jego miejscach i śladach.


Andrzej spędził w Krakowie siedem lat i były to kluczowe lata dorastania, formujące pod każdym względem. Urodził się w 1913 roku w Wiener Neustadt pod Wiedniem, gdzie jego ojciec, oficer austriackiej armii, był wykładowcą w akademii wojskowej. Potem mieszkał z rodzicami tam, gdzie ojca rzucały rozkazy: w Lidzie, Wilnie, Warszawie i w Toruniu, gdzie ukończył dwie pierwsze klasy gimnazjum.


Kiedy generał Henryk Bobkowski dostał swój ostatni przydział służbowy jako dowódca 8. Dywizji Piechoty w twierdzy Modlin, rodzice zdecydowali, że Dziukowi potrzebna jest stabilna edukacja i podjęli decyzję o wysłaniu go do szkoły w Krakowie. Matka została w Warszawie, by opiekować się chorą siostrą Wandą, aktorką, pierwszą żoną reżysera Juliusza Osterwy, a trzynastolatek zamieszkał u babki Marii i ciotki Wandy (matki i siostry Henryka) na ul. Grodzkiej, w kamienicy stanowiącej wraz z dwiema innymi oraz kościołem św. Marcina kompleks budynków będących własnością gminy ewangelicko-augsburskiej. (Ojciec Henryk był protestantem, matka Stanisława – katoliczką. Tradycyjnie chłopcy w rodzinie Bobkowskich byli wychowywani w duchu protestantyzmu, dziewczęta – katolicyzmu, jednak w przypadku Dziuka nie dochowano tego zwyczaju i ochrzczono go w kościele katolickim).


Jak pisze Joanna Podolska, mieszkanie na Grodzkiej uchodziło za rodzinne gniazdo Bobkowskich. Fascynujące losy przodków i ich związki z Krakowem spisał Henryk w pamiętniku przeznaczonym dla syna. Wydaje się, że Andrzej nigdy owej historii nie przeczytał, nie ukazała się ona też drukiem. Tak samo zresztą jak cztery młodzieńcze dzienniki Dziuka, które przechowała jego matka, a potem kuzyn Jan Czerwiński, i które nadal są w posiadaniu rodziny i zostały udostępnione autorce.


Dziuk mieszkał na ulicy Grodzkiej 60 w latach 1926-1928. We wrześniu 1926 roku rozpoczął naukę w pobliskim „Nowodworku”. Szkoła ta, znana też jako gimnazjum św. Anny, została założona w 1586 r. jako pierwsza w Polsce szkoła świecka, przygotowująca przyszłych studentów Akademii Krakowskiej. W jej murach nauki pobierało wielu wybitnych Polaków, m.in. Jan Sobieski, generał Józef Bem, Jan Matejko, Józef Conrad Korzeniowski, Tadeusz Boy-Żeleński, Stanisław Wyspiański, by wymienić tylko kilku najbardziej znanych.


Gimnazjum Nowodworskiego, 1938 / Kraków z góry


Tradycje i prestiż gimnazjum Nowodworskiego jakoś nie robiły wrażenia na naszym młodzieńcu. Szkoła go denerwowała, nużyła, drażnili nauczyciele i koledzy, czemu dawał wyraz w pamiętniku. Uczył się źle, jeszcze gorzej zachowywał. Namiętnie wagarował i właściwie to cud, że przechodził z klasy do klasy. W tamtych czasach interesowały go głównie szalone eskapady rowerowe po Krakowie i okolicach, palenie papierosów i picie alkoholu oraz uganianie się za dziewczynami. Rodzice ubolewali, bo pragnęli syna wielostronnie wykształconego. Dziuk więc chodził na lekcje francuskiego i niemieckiego oraz na kursy tańca. Uczył się gry na pianinie, grywał w szkolnym teatrze, jeździł z pasją na nartach. Na wakacje wysyłano go za granicę do Belgii i Austrii, by szlifował języki. O ile jego świadectwo po pierwszym roku nauki było jeszcze przyzwoite, o tyle kolejne przyprawiało ciotkę Wandę, absolwentkę historii UJ i doktor filozofii, o ból głowy. Razem z babką nie mogły sobie poradzić z krnąbrnym nastolatkiem.


Plac Na Groblach, oprócz szkoły, miał jeszcze dwa inne ważne dla Jędrka adresy.

W kamienicy pod numerem 12 mieszkała druga siostra ojca: Helena Czerwińska z mężem i synami Janem i Andrzejem, z którymi Dziuk spędzał dużo czasu. To z nimi sklejał swoje pierwsze modele samolotów. (Kamienica ta zasłynęła po wojnie tym, że przez 50 lat mieszkał tam u Janiny Garyckiej założyciel i spiritus movens Piwnicy pod Baranami, Piotr Skrzynecki). Zaś pod numerem 7 mieściło się prywatne żeńskie seminarium zawodowe im. Preisendanza. Tam jako lekarka pracowała ciotka Helena, a uczyła się Basia Birtusówna, przyszła wielka miłość i żona Dziuka. Poznali się u Czerwińskich, gdzie Basia była korepetytorką dwójki jego kuzynów-przyjaciół.


Zanim jednak Bobkowski zakocha się w Basi, będzie się podkochiwał w tuzinach dziewcząt, emablował je na wieczorkach (koleżanki bardzo sobie ceniły jego taneczne umiejętności), śledził je na spacerach i coraz bardziej pogrążał w szkolnych kłopotach. Oto kilka fragmentów z dziennika nastolatka:



23 V 1929 Na tych przejażdżkach strawiłem 3 godziny. Szukałem dzisiaj znowu ‘jej’.

Byłem pod szkołą, szukałem po Dębnikach, ale mój Boże, znowu nic.

Tak bym chciał ją chociaż zobaczyć.


29 I 1930 [...] Rano na pierwszą godzinę nie idę, bo gramatyka grecka.

Przychodzę do szkoły i widzę Zygmunta. Ten proponuje mi wianie.

Amerykańska decyzja i znajdujemy się na ulicy. Jest trochę forsy,

zatem kupujemy paczkę ‘Holmów’ i idziemy do mnie do domu.

Tu przybory do palenia rozkładamy na stole, są karty i świetnie się

zabawiamy. Potem drugie śniadanie z wódeczką. Około 1-ej wychodzimy,

a ja potem wracam do domu z teczką tak jakby ze szkoły.

Po południu spotykamy się na ‘Grażynie’ o 4.45. Zygmunt dziwnym cudem

wydębia skądś 10 zł. Kupujemy więc papierosy (specjalne egipskie)

i walimy na ciastka do ‘Michalika’. Tam popijając herbatkę,

pożeramy 8 ciastek jak drut. Potem palimy i wreszcie wychodzimy,

aby się udać do Robaczkiewicza na miód. Tam wypijamy po szklance

i w świetnych humorach rozłazimy się do domów...


17 XI 1930 Oj, znowu w domu przypominają mi 6-tą klasę. Mama prawi morały jak

małemu dziecku, ojciec się truje jakimiś czarnymi myślami, a wszystko

nie wiadomo po co. Mam niedostateczne z gimnastyki, francuskiego,

polskiego, łaciny i upomnienie z greki. Przytem zachowanie nieodpowiednie.

Ale do tego jestem przyzwyczajony. Ostatecznie głupie dwóje i nie ma

się czego przejmować. Ale jak to ojcu wytłomaczyć. Swoją drogą nigdy nie zakuwałem i nadal zakuwać się nie mam zamiaru. Jakoś do 7-ej

przeszedłem, to i tem bardziej do 8-ej przejdę. Howgh. Skończyłem.


Ciotka i babka miały ewidentnie dość wybryków domorosłego donżuana i z ulgą przyjęły decyzję o przejściu Henryka Bobkowskiego w stan spoczynku, a co za tym idzie o przeprowadzce rodziców Dziuka do Krakowa. Nastąpiła ona w lecie 1928 roku. Dziuk zamieszkał z rodzicami przy ul. Konfederackiej 14, w sennej i zielonej dzielnicy Dębniki, która do 1909 roku była jeszcze podkrakowską wsią, w zakole Wisły. Mieszkanie Bobkowskich było na piętrze domu wybudowanego w 1926 r. przez byłego podkomendnego generała, kapitana Jana Stańdę. (Dom stoi do dziś. I ja tuż przed emigracją do USA mieszkałam po sąsiedzku, na ul. Bałuckiego, i codziennie maszerowałam przez most Dębnicki na uczelnię.) Henryk Bobkowski, emerytowany generał, pracował wtedy jako kierownik Biura Podróży „Orbis”, a potem hurtowni wyrobów tytoniowych na Wiślnej.


Przeprowadzka rodziców do Krakowa niestety nie zdyscyplinowała Dziuka. Nadal uczył się fatalnie. W ciągłym konflikcie z rodzicami, temperamentny, niesforny, rozdarty między dwoma światami, które miał w domu, wspominał po latach w liście do Kazimierza Wierzyńskiego:


Twardy jak stal chromoniklowa żołdak, ale kulturalny i cyniczny,

wychowany na Schopenhauerze i Weningerze (...), z drugiej strony mezzosopranowe dziewczę z Wilna wykształcone na pensji

Pankiewiczówny w Warszawie, kręcące się bezustannie w towarzystwie ówczesnych pisarzy i artystów, i socjalistów (...). Była to bezustanna

kąpiel albo w lodowatej wodzie ojcowskiej, albo w ciepłej

wodzie matczynej. Jedno walczyło o ciało, drugie o duszę, jedno uczyło

chodzić twardo po ziemi, drugie w obłokach.


Przed maturą co prawda poprawił oceny z kilku przedmiotów, ale i tak zostały mu trzy dwóje na świadectwie. Pisemną maturę z polskiego oblał: zarzucono pracy zbyt felietonowy styl, który przecież w późniejszej jego twórczości uchodził za wyznacznik i zaletę jego pisarstwa, co podkreśla Joanna Podolska. W konsekwencji nie dopuszczono go do egzaminów ustnych i wściekły ojciec wysłał go do pracy w taborach kolejowych na dworcu w Płaszowie. Dziuk pracował tam niechętnie, acz pokornie, uczył się gorliwie i wiosną 1933 roku maturę zdał. Jesienią rozpoczął studia ekonomiczne w warszawskiej Szkole Głównej Handlowej. Do Krakowa przyjeżdżał tylko na święta i do swojej Basi, która studiowała w Szkole Sztuk Zdobniczych i Przemysłu Artystycznego, równocześnie już pracując zawodowo.


Następny ważny adres: mieszkanie rodziny Birtusów na ul. Kochanowskiego 25/7, na rogu al. Słowackiego. Birtusowie pochodzili ze zubożałej szlachty kresowej. Ojciec Jan, urzędnik, zmarł tuż po I wojnie światowej. Mama Jadwiga trzymała dom twardą ręką, niełatwo jej było zadbać o piątkę dzieci. Cztery siostry i najmłodszy Jan (późniejszy student medycyny) wychowywali się w artystycznej atmosferze. Wszyscy byli uzdolnieni artystycznie, interesowali się literaturą i teatrem. Jędrka przyjęli z otwartymi ramionami, czego nie można powiedzieć o rodzicach Bobkowskiego. Nie uważali Basi za odpowiednią partię dla jedynaka i niestety dawali jej to odczuć. Ulice Grodzka i Kochanowskiego to były dwa odrębne światy, różne klasy społeczne. Sąsiedzi Birtusów z zainteresowaniem śledzili konkury syna generała, który potrafił z harmonią w ręku wyśpiewywać kolędy pod oknami ukochanej.


Kościół św. Szczepana, zbudowany w latach 1933-38 wg projektu architekta Zdzisława Mączyńskiego (modernizm XX-lecia międzywojennego)


Młodzi poznali się w maju 1932 r. Ich młodzieńcza miłość przetrwała kilkuletnie studia Jędrka w Warszawie. Pobrali się 26 grudnia 1938 roku w „moim” nowo wybudowanym modernistycznym kościele św. Szczepana przy ul. Sienkiewicza 19. Nie zachowały się zdjęcia ze ślubu. Była to cicha ceremonia, w której najwyraźniej nie brała udziału rodzina Dziuka. Młodzi zresztą rychło wyjechali na Śląsk, gdzie Jędrek rozpoczął pracę w hucie Laura, skąd w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach musiał nagle wyjechać z Polski. Jerzy Giedroyc uważał ich małżeństwo za wręcz doskonałe. Talenty i umiejętności Basi nieraz ratowały ich od głodu w chudych latach paryskich i gwatemalskich.


Choć po wyjeździe z Polski Andrzej niezbyt często wspominał o Krakowie w swojej twórczości, Joanna Podolska twierdzi, że to właśnie młodzieńcze lata spędzone w tym mieście ukształtowały Bobkowskiego jako cyklistę, modelarza i diarystę. Trudno się z tym nie zgodzić. W pierwszych listach po opuszczeniu Europy porównywał miasto Gwatemala do Krakowa. W 1948 r. pisał do Jarosława Iwaszkiewicza:


Poczciwa mieścina i taka swojska, że chwilami wydaje mi się, że

mieszkamy w Krakowie. (...) Jak w Krakowie, tak i tu 40 kościołów,

a w nich baby i babki śpiewające fałszywie.


A ich ulubioną kawiarnię z pyszną kawą i pączkami przyrównuje do słynnego Noworola w Sukiennicach. Basia z kolei całe życie tęskniła za Krakowem i dawała wyraz tej tęsknoty w listach do rodziny i w wierszach, które pisała (oraz publikowała w prasie emigracyjnej)?. Dla niej Kraków na zawsze pozostał miejscem mitycznym.


Nie ulega dla mnie kwestii, że Kraków obok Paryża był bardzo ważnym dla Bobkowskiego miastem. Tu się młodzieńczo buntował, tu się zakochał i tu rozwinął swoje pasje, które zostały z nim na całe życie, bez względu na to, gdzie go losy i często kontrowersyjne decyzje rzuciły.


Korzystałam z eseju Joanna Podolskiej „Krakowskimi ścieżkami Andrzeja Bobkowskiego” w antologii Andrzej Bobkowski wielokrotnie. W setną rocznicę urodzin pisarza. Pod redakcją Krzysztofa Ćwiklińskiego, Andrzeja Stanisława Kowalczyka i Macieja Urbanowskiego. Biblioteka „Więzi”, tom 299. Warszawa, 2014.



Zdjęcia uliczek na krakowskich Dębnikach z blogu Zofii Jurczak Podróże po Kulturze:



 

Ewa Sukiennik-Maliga - krakowianka z urodzenia, brooklynianka z wyboru. Absolwentka filologii polskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz bibliotekoznawstwa i informacji naukowej Queens College

(City University of New York). Długoletnia korektorka w nowojorskim "Nowym Dzienniku". Obecnie pracuje jako bibliotekarka w New York Public Library oraz w College of Staten Island. Kataloguje książki angielskie, polskie, rosyjskie i francuskie. Działa również w Polsko-Amerykańskim Towarzystwie Etnograficznym im. Bronisława Malinowskiego (Polish American Ethnological Society) oraz w nowojorskich klubach książkowych.

493 views3 comments

Recent Posts

See All

3 Comments


Jacek Hurkala
Jacek Hurkala
Jan 23, 2023

Jakże ciepły krakowski obrazek nieznośnego panicza… Dzięki

Like

edzurak
edzurak
Jan 23, 2023

Bardzo ciekawe!

Like

rostrop
rostrop
Jan 22, 2023

Piękny wpis Ewo!

Like
bottom of page