Domy takie jak nie chcemy

Updated: Nov 26



Mamy określone wymagania wobec domów (architektury), które budujemy. Domy (architektura) spełniają nasze wymagania. Domy (architektura) są od tego, by spełniać nasze wymagania.

Różne: sypialnia od wschodu, najlepiej gdzieś na końcu domu, żeby nam nikt nie przeszkadzał, pokój dzienny od ogrodu, z tarasem osłoniętym od wiatru, bo tu wieje. Kuchnia na górze, basen na dole, goście z boku, pies w budzie, auto w garażu, dach pod ogrodem. Koniec.

Wszystko jest już poustawiane. Można odpocząć. Jest wygodnie i efektownie. Tak jak chciałem.

Czy jednak domy (architektura) mogą stawiać nam wymagania? Jakie to mogłyby być wymagania?...


Bierna architektura usypia. Jak w filmie „Senność” Magdaleny Piekorz. Bierność architektury jest jak otępiający narkotyk.


Architektura jest rodzajem języka. Ma wszystkie jego cechy, wady i zalety. Gdybym nie używał języka, nie miałbym narzędzi do komunikowania się z Państwem.

Język niesie w sobie pewne ograniczenia. Niesie ze sobą pewne niebezpieczeństwo, z którego na co dzień, używając go, nie zdajemy sobie sprawy: nie jesteśmy w stanie powiedzieć nic więcej, niż pozwala nam nasz język. I nie ma znaczenia to czy będzie to język polski, angielski czy jakikolwiek inny. Język, jak każdy system znaków i ich znaczeń, jest po prostu ograniczony. Sobą ogranicza nas. Najpierw w wyrażaniu tego, co chcemy powiedzieć, potem, głębiej, w wyobrażaniu sobie tego co w ogóle możemy pomyśleć. Są ludzie uprawiający sztukę języka: literaturę. Niektórzy z nich potrafią więcej. Niektórzy z nich próbują nawet przekroczyć język. Te próby są szczególnie efektywne i efektowne. I najtrudniejsze do zrozumienia, ale nie niezrozumiałe.


Architektura otacza nas zewsząd sobą samą. Swoimi przestrzeniami, umieszczonymi w nich funkcjami, punktującymi je słupami, ścianami, oknami, mniej czy bardziej odjechanymi kolorami, materiałami, ich zestawieniami itd. Dość przewidywalna układanka. Architektura, tak jak język, ogranicza nas sobą. Zanim my ją stworzymy ona tworzy nas. Wtłacza nas od urodzenia w schematy szpitali, mieszkań, żłobków, szkół, a chyba najbardziej tego, że to wszystko musi być określone, nazwane i zlokalizowane w wyznaczonej przestrzeni. Najlepiej za ogrodzeniem. Biernie.


Tylko czy to architektura tak działa? Czy raczej my, w swojej, naturalnej skądinąd, potrzebie ułatwiania sobie życia zatraciliśmy się już tak, że wszędzie tworzymy schematy, według których jest łatwiej, szybciej, efektywniej, bezpieczniej? Czasem, nie wiadomo po co, dodając do tej wyliczanki: efektowniej?

Co ma do tego architektura? Przecież architektura to po prostu przestrzeń i akcja, lub brak akcji. I związek pomiędzy nimi. Lub brak związku.


Ale to my ją tworzymy. My, ze wszystkimi swoimi ograniczeniami. Ze wszystkim tym, co jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, a raczej bez tego wszystkiego, czego wyobrazić sobie nie potrafimy. Sami sobie tworzymy ten język, starając się nad nim zapanować dławimy się nim. Zapanować, czyli dopasować. Okno do drzwi, stół do ściany, lampę do podłogi, budynek do ulicy…A potem dalej: kuchnię do gotowania, sypialnię do spania, pracownię do pracowania, basen do kąpania, sklep do sprzedawania…. Wszystkie przestrzenie przygotowywane, przystosowywane są do przyjęcia przeznaczonych im funkcji. Pełna adaptacja. Optymalizacja.

I jest tylko jeden problem: coraz mniej widać. Jak w czerwonym pokoju wypełnionym czerwonymi przedmiotami.


Jak w przestrzeniach Kusamy, w których wszystko co widać pokryte jest tym samym wzorem. Tylko że nie każdy z nas jest Kusamą. Nam o to nie chodziło. W ogóle o tym nie myśleliśmy. Samo tak wyszło. Czyżby?

Przecież to my sami ograniczamy architekturę, a ona potem ogranicza nas. Swoiste perpetuum mobile. Kto zaczął? Bez sensu pytać.


Lepiej spróbować do czerwonego pokoju wstawić nareszcie coś w innym kolorze i pozwolić architekturze uwolnić się z tego odwiecznego klinczu.


„Widmo wolności” Luisa Buñuela.



Zamiast stawiać wymagania domom lepiej pozwolić im, by one stawiały wymagania nam.

Domy są wszak trochę jak rodzice, a my przy nich jesteśmy jak dzieci.

- są od nas większe, silniejsze,

- chronią nas,

- możemy się w nich schować,

- można się w nie wtulić,

- jest nam z nimi wygodnie,

- jeśli tylko mogą spełniają wszystkie nasze zachcianki,

- są jak rodzice nie stawiający dzieciom żadnych wymagań,

- wyrządzają nam w ten sposób krzywdę nie ucząc otwartości i pracy nas sobą,

- niczego nas nie uczą.

I jest to, niestety, otwarta lista.


Czy są dobrymi rodzicami?


Dom w Świdwinie


94 views4 comments

Recent Posts

See All